Jak osiedliłem się w kinie. Nowe Horyzonty 2015. Relacja progresywna. (część 1/3)

t mobile nowe horyzonty 2015

Program festiwalu rozpieszcza czcicieli kina niekonwencjonalnego, obfitując w gwoździe, które z największą przyjemnością wbiję sobie w czaszkę i wyłupię nimi oczy. Wrocław. Kino Nowe Horyzonty. Rozbiłem obozowisko na tyłach Kazka Wielkiego. Postawiłem szałas, przygotowałem palenisko i naznosiłem chrustu. Uczestniczę samotnie, jak przystało na adepta wyższej szkoły mizantropii, choć nie ukrywam, po każdym seansie chętnie poplątałbym języki (jak u Švankmajera) z pozostałymi festiwalowymi biesiadnikami. Można mnie znaleźć w pobliskich kawiarniach, pomiędzy seansami. Znaki szczególne: palę i piję kawę przeglądając kalendarium Nowych Horyzontów, czytując Ekrany lub inny LAIF. Powodzenia.

Pomijając doznania fizyczne i wzajemne ślepi oślepianie światłem odbitym od dyndających, dumnie zawieszonych u szyi karnetów, zalecam śledzić mój samotny żywot w kinie i jego okolicach na łamach tego, stopniowo zapełniającego się treścią wpisu oraz w powszechnych kanałach społecznej ekshibicji myśli i obrazu.     

obszary ekshibicji     twitter /  facebook  /  instagram

Ponadto: Tych co od dni nastu grzęzną w stanie nieustannej niepewności w kwestii wyboru festiwalowych pozycji, kieruję do najwspanialszej top-top listy w polskim internecie. Na stronę dystrybutora Gutek Film. Czeka tam na Was Perłowa Dziesiątka Festiwalu T-mobile Nowe Horyzonty, w której to przygotowaniu maczałem swe obrzydliwe palce. Niech wątpliwości zostaną rozwiane.

Perłowa 10 T-mobile Nowe Horyzonty 2015

Aby już nie przedłużać i przejść do sedna sprawy, którym jest przecież kino, nie jakiś miejski Lebensstil… Nowe Horyzonty 2015. Czas. Start.

To jest część 1 relacji. Sprawdź część 2 i część 3.


anioły rewolucji

Anioły rewolucji. Aleksiej Fedorczenko (2014). Wladimir Putin płakał jak oglądał. Wyjątkowo celna satyra na dawne zwyczaje socjalistycznych apostołów rusyfikacji, radzieckich zbawicieli ludów skazanych na potępienie. W przypadku Aniołów Rewolucji, mamy do czynienia z reformatorską misją, nie agentury a przedstawicieli artystycznej awangardy. Wygląda na to, że wszelka propaganda tego świata, z biegiem czasu nabiera słodkiego smaku i zamiast budzić lęk, bawi do rozpuku. Tu dodatkowo przejaskrawiona (nie tylko wizualnie), obnaża absurdy niedawnej epoki na wiele niekonwencjonalnych sposobów. A jednak, nie jest celem Fedorczenki jedynie wywołanie powszechnego rozbawienia. Pointa może być gorzka dla widza, który nie przywdzieje okularów z zawężającym pole widzenia filtrem achcirosjanie. Pozycja obowiązkowa.


goodnight-mommy

Widzę, widzę. Severin Fiala, Veronika Franz (2014). Jestem POTWORNIE rozczarowany, że tak wspaniale skonstruowane misterium zrównano z ziemią przy pomocy chwytu rodem z efekciarskich thrillerów psychologicznych. Jedno krótkie dementi, a czar prysł bezpowrotnie. Dwaj bliźniacy, nie rozpoznają matki w kobiecie powracającej ze szpitala. By odkryć prawdę, nie przebierają w środkach i posuwają się do fascynujących okrucieństw. Byłem prawdziwie podekscytowany zjawiskowością tego filmu i miałem nadzieję tę ekscytację uzewnętrznić. Mimo ogromnego zawodu, nie mam najmniejszych wątpliwości, że należy polecić Widzę, widzę twórcom WSZELKIEJ sztuki. I to nawet z dwóch powodów: 1. Pierwsze 90 minut filmu to wyśmienicie niepokojąca, absurdalna mara. Jedna z lepszych w gatunku. Uczcie się. 2. Widzę, widzę to także podręcznikowy przykład na to, jak zepsuć półtoragodzinne arcydzieło w 3 sekundy.


from what is before

Z tego, co było, po tym, co było. Lav Diaz (2014). Bezsprzecznie, jedno ze współczesnych arcydzieł gatunku slow cinema. Minimalistyczna narracja analizująca ludzką naturę oraz jej adaptację w obliczu nadciągającej apokalipsy. Kino nieakcji. Kino obrazu, długich, pięknych kadrów, z wolna pulsującego rytmu. Snująca się opowieść o doli i niedoli filipińskiej prowincji, na tle historycznych wydarzeń, zapoczątkowujących przeprawę ku nowej rzeczywistości, o którą nikt nie prosił. Serce się kraja, iż trwa jedynie 5 i pół godziny.


ming z harlemu

Ming z Harlemu. Phillip Warnell (2014). Tematyka współegzystowania homo sapiens z pozostałymi drapieżnymi gatunkami zwierząt jest nadzwyczaj interesująca, choćby dlatego, że oddaliliśmy się od matki natury wystarczająco dalece, by zapomnieć o swoim pochodzeniu. Jakby wstyd nam było, że brat nasz małpa. Pewien nowojorczyk, dzieli mieszkanie z wielkim kotem Mingiem i aligatorem Alem. Karmi je surowym mięsem, śpi z nimi i ogląda filmy. Phillip Warnell prezentuje nam tę ekscentryczną, międzygatunkową czułość przy pomocy odrobiny poezji i nużących kadrów z wnętrza betonowej groty, w centrum Harlemu. Zero refleksji, ale tygrys ładny.


near_death_experience

Na progu śmierci. Gustave Kervern, Benoît Delépine (2014). Michel Houellebecq postanawia umrzeć. Gardzi prozą życia, gloryfikując poezję śmierci. To tanatyczny monolog osobnika nie pozorującego już sensów własnego istnienia. Owszem, waha się, pociąga go niebyt ale i papierosy. Umierać jest równie niewygodnie co wieść żywot. Scenariusz prawdopodobnie napisany docelowo pod ekscentrycznego literata, który już po raz kolejny (Porwanie Michela Houellebecqa) daje popis swoich niemożliwości, zupełnie się przy tym nie wysilając. Jestem absolutnie zachwycony, gdyż i ja chciałem niegdyś zmieniać świat, ale świat to zmienił.


desaparadiso

Desaparadiso. Khavn (2015). Surowy, ciężkostrawny poemat dotykający problemu desaparadisos, czyli ulatniających się w niebyt Filipińczyków. Młodzi aktywiści, dziennikarze, artyści aktywni politycznie znikali od lat, za reżimu Ferdinanda Marcosa, jak i po jego upadku. Nigdy nie wracali lub odnajdywali się po długich latach, diametralnie odmienieni. Khavn operuje indywidualnym dialektem kinowym, w skromną fabułę wkomponowując filipińskie tradycje i teizm. Choć mogłoby się wydawać, że traktuje sztukę ruchomych obrazów po macoszemu, to ostatecznie wychodzi z opresji obronną ręką.


wada ukryta

Wada ukryta. Paul Thomas Anderson (2014). Przyzwoita rozrywka na przyzwoitym poziomie. Od kina ambitnego można się uzależnić, ale i o przedawkowanie nie trudno. Aż dziw bierze, że Wada ukryta pojawi się na polskiej ziemi jedynie w wersji DVD. Hipisowski detektyw, w oparach dobrego towaru z ery wolnej miłości, próbuje rozwikłać zagadkę zaginięcia znanego dewelopera i swej byłej lubej, przypadkowo odkrywając wadę ukrytą. Brzmi może banalnie, ale konwencje filmów detektywistycznych są tu mocno zatarte. Jeśli ktoś jest już po seansie i dalej nie wie o co chodziło, niechaj przeczyta Pynchona. Wtedy nie będzie wiedział podwójnie mocno.


zabójczyni

Zabójczyni. Hsiao-hsien Hou (2015). Najświeższe dzieło, nagrodzonego w Cannes Hsiao-hsien Hou, emanuje egzotycznym dla nas czarem, nawiązując do tradycyjnych, filmowych kanonów dalekiego wschodu. Dość minimalistyczny fabularnie, monumentalny w formie. Wyszkolona w fachu zabójczyni, na rozkazy swojej chlebodawczyni, wyrzyna sukcesywnie rzeszę dygnitarzy. Przychodzi jej jednak podjąć się najtrudniejszego zadania, jakim jest przedefiniowanie swoich wartości. Etos kontra sentyment. Honor i jego definicje. To chyba już meta poziom krytyki filmowej, bowiem uznaję Zabójczynię za film piękny i jednocześnie nie jestem w stanie go polubić.


plemię film

Plemię. Miroslav Slaboshpitsky (2014). Głównym czynnikiem, który sprawia, że film ten jawić się może jako dzieło niekonwencjonalne jest jego forma. Nie pada tu ani jedno słowo wypowiedziane, wszystkie postacie są głuchonieme, ale w najmniejszym nawet stopniu nie przeszkadza to w zrozumieniu brutalnej opowieści i odczytaniu emocji bohaterów. Do szkoły z internatem przybywa młodzieniec. Z wolna uczy się okrutnych praw panujących w tym przybytku, aksjomatów i hierarchii wartości ustanowionych przez współczłonków swoistego plemienia. Niestety mimo tego brudu i obrazu postępującej degeneracji, fabuła filmu pozostawia wiele do życzenia. I gdyby nie wspomniana, atypowa forma, mielibyśmy do czynienia jedynie z surową i drastyczną wersją naszych dobrych, bo polskich… Galerianek (?).


epokowy projekt

Epokowy projektCarlos Quintela (2015). Na wpół fabularny, na wpół dokumentalny portret oszukanych przez płomienne, komunistyczne idee, mieszkańców kubańskiej, betonowej prowincji. Obraz egzystencjalnej beznadziei, która wraz z socjalistycznym mitem o chwale i dobrobycie, gnije, marszczy się i wymiera. Warto. Poszerzcie swoje horyzonty.


liza lisia wróżka

Liza, lisia wróżka. Károly Ujj Mészáros (2014). Owszem, pośmiałem się i to nawet nieskrępowanie uzewnętrzniając swoje rozbawienie w głos, kolektywnie, z całą salą. Lubię jednak, gdy obiekt powodujący kaskady chichotu obdarowuje mnie czymś więcej, niż pogłębianiem się zmarszczek mimicznych. W przypadku Lisiej wróżki, to tylko zmarszczki. Historia, zahukanej, infantylnej trzydziestolatki, której adoratorzy giną jeden po drugim w dziwnych okolicznościach. Da się wyczuć nutkę inspiracji kinem Jean-Pierre Jeuneta. Kupa udanych gagów. Gagi to jednak za mało, jak na produkcje festiwalowe.


droga krzyżowa

Droga krzyżowaDietrich Brüggemann (2014). Przy pomocy 14 aktów symbolizujących stacje drogi krzyżowej Chrystusa, Brüggemann obrazuje niedorzeczność radykalizmu religijnego, nie demonizując przy tym samego chrześcijaństwa. Obnaża groźne lapsusy ortodoksji do granic możliwości, nie ocierając się jednak o karykaturalną hiperbolę. Oczywiście, wnikliwe oko dojrzy parę drobnych przytyków i uszczypnięć. Ale! Droga krzyżowa nie jest bynajmniej dziełem szatana. Warto obejrzeć, zanim świat doszczętnie oszaleje.


the smell of us

The smell of us. Larry Clark (2014). Upadek moralny jeszcze nigdy nie upadł tak nisko. Autodestrukcja, złe wybory, lekkomyślność, brak życiowego kompasu, narkotyki, seks za pieniądze i darmo. Stracone szanse, cnoty i młodość. Degrengolada. To jest bonanza Larrego Clarka. The smell of us jest tak skrajnie obrzydliwym tworem, że aż trudno uwierzyć w autentyczność przedstawionego w nim świata. Clark miłuje dosadne formy ekspresji, te zaś miłują wywoływać oburzenie. Cel osiągnięty. Nie pójdę na Love Gaspara Noe. Widziałem już wystarczająco dużo genitaliów jak na jeden festiwal.


Jest tego znacznie więcej. CZĘŚĆ 2 oraz CZĘŚĆ 3.

P.S.: Ach, ważna sprawa. To, że nie wybieram się na żadną pozycję z retrospektywy Konwickiego i na podobną ilość filmów z retrospektywy Garrela, nie świadczy bynajmniej o mojej kulturowej ignorancji. Są przecież rzeczy na tym świecie, które się już widziało lub zobaczy przy innej okazji.


TU – 9 pseudoartystycznych gniotów, których nie zobaczysz w polskim kinie.
TU – Bardzo zły film, Borgman.
TU – Twitter, zapraszam.