Kulfony Nocy, Złe Misie oraz inne zmory mojego dzieciństwa.

teletubies slonceŚwietlicki mi ukradł Złe Misie.

Uczynił to podle, zanim jeszcze postanowiłem zostać poetą prawdy na pełen etat. To było jakoś w naście miesięcy po końcu świata z początku millenium. W późny, listopadowy wieczór 2001 roku. Już po kontrolujących naiwne, niepełnoletnie umysły, wieczorynkach. Dochodziła północ. Godzina strachu. Ze zdezelowanych membran upartej, wciąż nie dającej za wygraną Unitry, sączył się, w tonie nieco grobowym, głos Marcina Ś. Audycja poety, co skierował nienawistny palec w kierunku greckiej bogini zwycięstwa i z gestem tym mu do twarzy. Radiostacja. Ta Radiostacja, która mniej oficjalnie, ale równie bezkompromisowo, tym samym palcem wzburzała gładką powierzchnię sadzawki popkulturowych trendów. Radio Luxemburg lub (muzycznie) Wolna Europa mojego pokolenia. Z tą różnicą, że zamiast socjalizmu tłamsił je kapitalizm. I z tą różnicą, że stłamsił. Ale to nieistotne. Ryzykuję kłamstwo, gdyż pamięć już nie ta. Tych co spać nie mogli, poeta od palca zapoznał z własnym wydawnictwem. Kradnąc mi Złe Misie. Nie zmrużyłem oka. Długo nie wybaczyłem. „Złe Misie. Złe mi się śni.” Moje słowa. Jak w pysk strzelił. I tak, w końcu zostałem nikim. Dziś już nie pałam nienawiścią. Darzę szacunkiem. Bywa, że podziwiam. Złe Misie śni po dziś dzień.

Telewizor marki SNY

Gdzieś pomiędzy zarwanymi nocami ze wspomnianą Radiostacją, Univers Zero z kaseciaka a Kafką i Meyrinkiem, spędzałem czas z siedmioletnią wówczas siostrą M. Przesiadywaliśmy godzinami przed kineskopowym telewizorem marki SNY. (Litera o spomiędzy s oraz n zaginęła w bliżej nie znanych nikomu okolicznościach.) Projekcja patologicznych obrazów jakie, poprzez SNY, wtłaczano nam w chłonne jak gąbka zwoje mózgowe, w połączeniu ze wstrząsem pourazowym na skutek złodziejskiego wybryku Świetlickiego, a także pierwszymi eksperymentami z substancjami halucynogennymi (nie oszukujmy się, w wieku 13 lat wystarczą dwa porządne sztachnięcia Fajrantem i pozamiatane), spowodowały nieodwracalne zmiany w procesach percepcji, obsesyjno-kompulsywne zaburzenia psychosomatyczne oraz (jakby tego było mało) utykanie na lewą nogę. Świat już nigdy nie był taki sam.

Kulfony Nocy

W związku z tym, że wpis niniejszy powstaje w ramach strategii totalnej improwizacji, która spotkała się z czytelniczą aprobatą w postaci 6 dezercji z grona subskrybentów po publikacji „To nie jest relacja z podróży. Marakesz i 24 kwadraty smutku”, postanowiłem dolać oliwy do ognia. Napisałem wiersz o głębokiej traumie. A dla tych, co się nie znają na poezji wcale lub z trudnością przyswajają treści pozbawione obrazków, pozostawiam zilustrowane zmory mojego dzieciństwa. Bardzo proszę o dislajki.

 

Kulfony nocy przysiadły na stronkach

rydwany grozy, mdłe larum w okręcie

zbliża się zły! zły zając poziomka

największy w świecie pękł pęcherz na pięcie

 

W kałużę trwogi ciśnięty na bruku

w horrendum szczycie, pojmany w niewolę

zły kot filemon chce zrobić mi kuku

złe na mnie patrzy domowe przedszkole

 

Kulfony nocy strzelają z procy

 czerń gwiazdy mroku polany zasłała

już ostrzą kły wysiadłszy z karocy

zła pani kredka, zły hałabała

 

Wylało się licho i plag masa dzika

mojr zagrał walca na krzywym flecie

już po mnie idzie zła żaba monika

nie ma miłości na matplanecie

 

przedszkolne foto

zając poziomka

teletubies

kulfon i monika

colargol

ogorek fasolki

matplaneta

truskawkowe studio

dd reporter

bąblandia

hałabała


TU – Całkowicie prywatne zapiski ukryte w sekretnej, internetowej rozpadlinie, do której dziś, w ramach spontanicznego ocieplania wizerunku, zapraszam wszystkich miłośników intelektualnego ekshibicjonizmu skąpanego w rozkosznych barwach, radujących ludzkie oko i duszę.
TU – Facebook, zapraszam – mimo iż nie cierpię.