Die Ügly Playboys, czyli dysfunkcyjny zespół wad wrodzonych i karmazynowy kontusz.

die ugly playboys

Zanim przejdę do rzeczy, słowem wstępu… Ze wszystkich moich debiutów, ten jeden, nie wiedzieć czemu, przyniósł mi najwięcej radości. O swoich licznych talentach przekonywałem już niegdyś we wpisie zatytułowanym Jestem gdzie indziej i nie zamierzam się powtarzać, bo nuda. Podkreślić jednak pragnę, że żywot (wciąż niedocenionego) człowieka renesansu to w moim smutnym przypadku nie dar łaskawych niebios a (paradoksalnie) pokuta za brak należytego skupienia nad doskonaleniem swego jestestwa w jednej tylko dyscyplinie, w celu osiągnięcia w niej jako takiej perfekcji. Precyzując: potrafię wiele, nie umiem nic. A jedynym moim faktycznym talentem jest ośli upór i jako taka cierpliwość. I zgodnie z tą złotą zasadą, nie po raz pierwszy i nie ostatni, począłem rzeźbić w zupełnie obcej mi materii. A spod stępionego dłuta, spod kaskady iskier i kołtunów słodkiego pyłu wykluło się coś. Coś, co ma ręce i nogi. Coś co ma ręce i nogi nie dość rozwinięte, by nie kuleć i niepodważalnie, nie dość ręce by nogi. Absolutnie niesamowite masło.

Powołałem do życia formację fatalną.

Die Ügly Playboys służyć mi będą jako kolejne już narzędzie do komunikacji ze wszechświatem. Bądźmy szczerzy, każdy kto publikuje – cokolwiek, gdziekolwiek – sprzedaje światu jakąś swoją wizję rzeczywistości. Upycha ją pomiędzy ludzkie zwoje ukryte pod czaszką, jeśli tylko znajdą się na to chętni. Upycha, a potem jest z tego rad i wesół. Robię to pisząc o kulturze na łamach Obszarów, robię to fotografując otaczającą mnie, brzydotę i nieistotę rzeczy jako pieschochodziipatrzy, robię to jako chmurny egzystencjalista w Obarskim z offu. Tworząc muzykę i animację do pierwszego singla braci Ügly nie wiedziałem, o co mi właściwie chodzi i dziś, kiedy wirtualny debiut mam już za sobą, nie wiem tym bardziej. Jedno jest pewne, od tej chwili spływa na mnie wartkim strumieniem energia z kosmosu i pierwszy raz w życiu czuję, że piesek.

Odpalcie więc sobie, te wesołe 2 minuty wideo klipu, za których niekrytą wesołością kryją się nieopisane męki i permanentne utrapienie. Naście nieprzespanych nocy, tyle samo wieczorów i poranków, 28 dzbanków arabiki, dwie myszki komputerowe, 2 formaty dysku C, 21 backupów, 198 autosave’ów, 10 obgryzionych paznokci, 3 siwe włosy na skroni, morze słonych łez i bardzo dużo pizzy. W renomowanym portalu muzycznym Last.fm, utwór ten otagowano jako fakemusic, co szczerze i bez zbytniego ironizowania uznaję za apoteozę mojej małej wojny. Na łamach Vimeo obejrzało go niespełna trzy osoby, a w czasie suszy, przeważnie marzę o katamaranie.

Die Ügly Playboys są wszędzie i tam też możecie zostać ich pierwszymi fanami. Pracują nad nowym materiałem i piją dużo mate. Bądźcie na bieżąco i sprawcie im ogrom radości. Nie dajcie się Nibelungom!

 youtube      facebook      instagram      tumblr      vimeo      twitter      soundcloud  

Jestem człowiekiem z misją, choć wciąż jeszcze nie odkryłem o czym pieje kur przy wschodzie słońca. Nie jest ważny cel podróży, kiedy celem jest podróż właśnie. Trzeba mieć dużo siły. I czasu. Kiedy ma się dużo czasu, siła nie gra już takiej roli. Na zakończenie opowiem Wam historię motywującą o modelinie.

Historia motywująca o modelinie.

Gdy spaceruję, od czasu do czasu, do pobliskiej winiarni po paracetamol na ból istnienia, któryś z moich odległych sąsiadów wygrywa na puzonie marsyliankę, fałszując jedną z wysokich nut. Przerywa wtedy, głośno chrząka i zaczyna rutynowy trening od nowa. I tak w kółko. Od tygodni. Któregoś dnia, przemykając pod rozwartym na oścież oknem muzykanta, ze zdziwieniem odkryłem, że nie gra on już na puzonie a na klarnecie i nie marsyliankę a taneczny szlagier stylizowany na synkopowany czardasz. Bez najmniejszego fałszu, ni zająknięcia. Olśnienie spłynęło znienacka. Tego dnia nabyłem modelinę i ulepiłem karmazynowy kontusz. Wiem, może to nie jest najbardziej szałowa historia, ale mnie motywuje wystarczająco, a wszyscy wiemy, że gdyby nie Pompeje to przecież Hiroszima.


TU – Ukryta wiadomość w magazynie FILM.
TU – Facebook Obszarów.
TU – Twitter Obarskiego.