Tajowie okiem outsidera, czyli Tajlandia bez kotletów i pomników Buddy. (fotorelacja)

tajlandia 1

Transmigracja ortodoksyjnego lamusa. 

Bangkok, Chiang Mai, Koh Samui i 1400 kilometrów rozciągniętych pomiędzy nimi. Rzecz wspaniała. Tak sobie wędrowałem, wskakiwałem do pociągów i wyskakiwałem gdzie miałem ochotę, że przyszło mi zapomnieć o istnieniu Europy. I muszę przyznać, to działa lepiej niż paracetamol, przynajmniej na przewlekły ból istnienia. Bo oto istnienie staje się swoiście odświeżone i wszystko wokół palcem wskazujesz jakby Cię dopiero co w ten kosmos wypluto. Jak umazany berbeć z rozwartym ze zdumienia otworem gębowym. Jak Kaspar Hauser wywleczony z lochu na cudowne połacie nieznanej mu planety. Nie dość, że zaraz po swoim przybyciu do krainy czerwonego słońca wyzbyłem się całej żółci i jadu, przechodząc inicjację w postaci ostrego zatrucia pokarmowego, to wspomniana czerwień z nieba spaliła me zmęczone ciało na popiół, bym z tegoż popiołu jak feniks się wskrzesił i zrzucił wężową skórę. Oto jestem. Odmieniony. Weltschmerz jak ręką odjął. Szepty z offu umilkły. Paranoje ustały. Mizantropia, którą się na co dzień upajałem przeszła goryczą, ostygła i utraciła swój dawny powab. Nie to, żebym przechodził od razu na buddyzm, ale jeśli w brew moim sądom o regułach gry tego świata, nieznana siła obraca mną właśnie w kole samsary, to wygląda na to, że jestem świadkiem własnej reinkarnacji.

Jestem azjatyckim Jezusem Chrystusem. Kocham ludzi.

Pomijając całe to pieprzenie powyżej (przypominam sobie właśnie, w wolnych chwilach, „Fikcje” Borgesa i być może w tym należy odnajdywać jego genezę), chciałbym przejść do sedna sprawy. Przeglądając, wywołując i poddając delikatnej obróbce niespełna 1500 fotografii przywiezionych z Tajlandii, zdałem sobie sprawę z niezmiernie interesującego faktu. Otóż, większość z nich (a przynajmniej połowa) przedstawia człowieka, nie zaś jego dzieło. Nie buddyjska świątynia, nie kiełbaski na fikuśnym patyku, nie drewniana łódź rybacka i nie suknie z muślinu. Ludzie. Ta niezdrowa fascynacja to zdecydowanie nowość w moim smutnym życiu. W związku z czym, postanowiłem zostać Martyną Wojciechowską i Wam tych ludzi pokazać. Z całą swoją miłością do naszego gatunku, owe fotografie upubliczniam poniżej. Nie jest to więc standardowy format fotorelacji z podróży, jakim dotychczas raczyłem internet na łamach tego bloga. Krajobrazy, architekturę i biżuterię możecie sobie obejrzeć gdzie indziej. Ja daję Wam prawdziwe złoto tego świata. Kotletów nie będzie.

(Spragnionych opisowych relacji z Tajlandii zapraszam do przejrzenia martwego już wpisu LIVE!!! Uwaga. Nadaję z Tajlandii. Dzienniki ortodoksyjnego lamusa.)

 

tajlandia 2

tajlandia 3

tajlandia 4

tajlandia 5

tajlandia 6

tajlandia 7

tajlandia 8

tajlandia 9

tajlandia 10

tajlandia 11

tajlandia 12

tajlandia 13

tajlandia 14

tajlandia 15

tajlandia 16

tajlandia 17

tajlandia 18

tajlandia 19

tajlandia 20

tajlandia 21

tajlandia 22

tajlandia 23

tajlandia 24

tajlandia 25

tajlandia 26

tajlandia 27

tajlandia 28

tajlandia 29

tajlandia 30

tajlandia 31

tajlandia 32

tajlandia 33

tajlandia 34

tajlandia 35

tajlandia 36

tajlandia 37

tajlandia 38

tajlandia 39

tajlandia 40

tajlandia 41

tajlandia 42

tajlandia 43

tajlandia 44

tajlandia 45

tajlandia 46

tajlandia 47

tajlandia 48

tajlandia 49

tajlandia 50

tajlandia 51

tajlandia 52

tajlandia 53

tajlandia 54

tajlandia 55

tajlandia 56

 

P.S.: Dla tych, co wytrwali do końca, nagroda. Jeszcze jeden człowiek. Tym razem w przyzwoitej rozdzielczości i jakości lux. Będzie o nim pisane niebawem, w związku z czym nie znalazł się w powyższym zestawieniu. Zobacz człowieka TUTAJ. Jest piękny.


TU  Martwa już relacja LIVE z Tajlandii.
TU  facebook.