Książka, która traktuje o gównie.

ciemna materia historia gowna werner

Ktoś w akcie desperacji napisał na ścianie toalety GÓWNO. Gównem właśnie. Mówią, że pozbawiony kultury. Ja twierdzę, że złudzeń.

Oto cytuję sam siebie, lecz nie bez powodu. Z gównem i równie ludzkim podejściem do tej Bogu ducha winnej materii będziemy się tu bowiem zmagać. Długo się zastanawiałem jak zachęcić kogokolwiek do przeczytania książki Floriana Wernera, raptem jednak zdałem sobie sprawę, że jej tytuł robi wystarczająco dobre wrażenie. „Ciemna materia. Historia gówna” – ładne, prawda? I choć po rzuceniu okiem na okładkę, mogłoby się zdawać, że mamy do czynienia z szarlatańskim podstępem, trollingiem wręcz i tanią prowokacją, to nic bardziej mylnego. Ta książka (i nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości) jest tym za co się podaje. Historią gówna znienawidzonego przez społeczeństwa. Wzbudzającego wstręt i pogardę, cuchnącego kawałka kału, o którego istnieniu chcemy zapomnieć tak szybko jak to tylko możliwe, chwilę po pociągnięciu za sznurek, wciśnięciu klapki w ścianie kabiny wstydu i spuszczeniu niechcianego dziecięcia, pomiotu szatana w kanał. Tak erudycyjnego i kompleksowego opracowania poświęconego opus magnum ludzkości, ludzkość owa na oczy nie widziała. Przy czym, nie jest to fikcja literacka, więc to książka również o Tobie, obrzydliwcze!

Myślisz, że to obrzydliwe? Gówno prawda.

Brzydota i piękno to iluzja, a ich definiowanie to rzecz wyuczona. Podobnie jak Twoja moralność, dobro i zło, kultura przy stole. Opinia o wartości ekskrementów została Ci wtłoczona zaraz po tym, jak tylko swe pierwsze bobki dzierżyłeś/łaś w dłoni, z dumą obwieszczając światu co właśnie nastąpiło. I tu nawet nie o to chodzi, że własne gówno nie śmierdzi, jak mawiali niegdysiejsi Rzymianie, lecz oto, że przykra woń nikczemnej materii staje się przykra dopiero gdy ktoś wskaże nań palcem. „Gównianość” gówna to nie imperatyw i nie żaden paradygmat. I tu rzecz ważna, jeśli nie najważniejsza. Bo oto wyłania się główny powód, dla którego „Historię gówna” należy przeczytać. Całe to taplanie się w szambie fekalnych odniesień do nauki, historii, sztuki, tradycji świeckich i sakralnych oraz literatury, z którymi będziemy się w trakcie lektury borykać, daje nam możliwość wyciągnięcia świeżych, jeszcze parujących wniosków, dotyczących ludzkiej świadomości zbiorowej jak i samoświadomości jednostki. Lub ich braku. Bynajmniej, nie wyłącznie w sferze analnej. Lektura owa pozwala spojrzeć na akt istnienia i tegoż aktu historię z Zupełnie Innej Strony.

Kiki Smith, Tale. 1992

Kiki Smith, Tale. 1992

W gównie jest bowiem więcej prawdy niż w Twoim najszczerszym statusie na facebooku. 

Do tegoż wniosku, przy pomocy rozległej wiedzy na temat zmiennych obyczajów towarzyszących defekacji na przestrzeni wieków, oraz  jej niezmiennemu produktowi, przekona Cię Florian Werner. I wielkie brawa dla autora, za tę rozległość. Bo obok cytatów z Goethego czy Rebelais’go, znajdziemy także odniesienia do popkultury i dziejów współczesnych. Począwszy od srającego chłopa u podnóża Golgoty, autorstwa niderlandzkiego malarza, Philipsa Wouwermana, na prozie Jonathana Franzena i viralowym filmie porno „Two Girls, One Cup” kończąc. Od fekalnych aforyzmów niepoprawnego Marcina Lutra, do ShitHead Marca Quinna. Od Freudowskich analiz, do Kuposłonia. Oczywiście, że atrakcyjność tej książki, wynika (między innymi) z przełamywania społecznej bariery wstydu. Dla wielu będzie to nawet wyważenie drzwi ustępu i wytarganie za opuszczone spodnie. Gówno jest nieczyste. Gówno to tabu. A tu ekskrementy podaje się nam jak na dłoni. Werner mówi: „Patrzcie! To jest gówno. Kał, którego tak nie doceniacie. Gówno to kwiaty w Waszym ogrodzie, gówno to pomidory na Waszym stole. Gówno to Wy. Gówno to życie.” i my to oczywiście dobrze wiemy. Mimo to, nie darzymy paskudztwa sympatią. Sramy na naszych wrogów. Żyjemy w gównianych czasach. Gówno nas coś obchodzi. Florian Werner w przystępny sposób, acz przy użyciu skatologicznych środków wyrazu przedstawia nam obecną sytuację gówna, oraz odległe czasy jego świetności. Czytając „Ciemną materię” dowiecie się między innymi, dlaczego w złotych wiekach ekskrementów, góra gnoju przed gospodarstwem określała status majątkowy jego właściciela oraz czemu w Katalonii wystawienie przed dom srającego papieża to nie grzech. Pojmiecie również, że (parafrazując słowa wspomnianego wcześniej niemieckiego reformatora religijnego):

„Prawdziwa miłość jest jak dobre sranko”.

Tę pasjonującą rozprawę na temat najobrzydliwszej z ludzkich wydzielin połyka się bez popijania, jednym tchem. A jeśli już, zaledwie po krótkiej rekomendacji targają Wami torsje… „[…] to zawsze możemy pocieszyć się sentencją Rolanda Barthes’a: Opisane gówno nie śmierdzi, której niezbitą prawdziwość w każdej chwili można zweryfikować, obwąchując tę książkę.”

 

P.S. 1: „Ciemna materia. Historia gówna” Florian Werner. Wydawnictwo Czarne. Przekład (wyśmienity): Elżbieta Kalinowska. Wydanie bez ilustracji.

P.S. 2: Czyż to nie ponury chichot losu, że pierwszą rzeczą jaką człowiek stworzy w życiu, jak i ostatnią jaką wyda na świat w chwili wyzionięcia ducha, jest gówno?

P.S. 3: Całkowicie prawdziwy choć zupełnie absurdalny zrzut ekranu, który zdaje się być wyśmienitym przykładem rozmaitych zastosowań najciemniejszej z materii.

synonim slowa gowno


TU – Romans sztuki z pornografią?
TU – Monstrualne ślimaki Rolanda Topora i René Laloux.
TU – twitter.