9 pseudoartystycznych gniotów, których prawdopodobnie nie obejrzysz w polskim kinie. Scope50

scopePozbawione treści wydmuszki. Przeintelektualizowane maszkarony, nie próbujące nawet odpowiedzieć na postawione pytania. Pseudoartystyczne gnioty, nijak nie rozwiewające nawarstwiających się, jedna na drugą, wątpliwości. Hipsterska szmira. Pretensjonalny bełkot. Wysublimowane metadno. Tych i masy równie zmyślnych epitetów przyjęło się używać w trakcie swobodnej wymiany zdań na temat dowolnej, festiwalowej produkcji filmowej, która nie trafia w wrażliwość przeciętnego widza. Nie żeby ta wrażliwość była gorsza czy lepsza. Jest inna. Prawda? No dobra, bez owijania w bawełnę i drobnych kłamstewek. W głównej mierze mowa o widzu, którego szczytem ambicji jest wystawienie serc nienawiści lub gwiazd astralnej pogardy w portalach filmowo-społecznościowych i pozostawienie po sobie, tu i ówdzie, kilku zakrawających o nonsens sentencji. Sentencji nikłej wartości merytorycznej, broniących się ogólnie przyjętym prawem internetu „nie znam się, to się wypowiem”. Aż strach pomyśleć, że maksyma ta (poniekąd zabawna) przyjmuje formę postironicznego pewnika. Zezwolenia wręcz i usprawiedliwienia zarazem, w razie poniesionej klęski, bo przecież ostrzeżenie było. I dziś, bez żenady, każdy może być krytykiem filmowym. O kompetencje nikt nie zapyta. Rozumiem, że są na tym świecie ludzie, których etykieta kino ambitne wprawia w zakłopotanie, tudzież obraża ich rozrywkowe gusta. Ale dajcie spokój, napuszone pawie. Wasza buta jest jak foch na muzykę poważną, bo każda inna (analogicznie do sprawy kina) musi przecież być niepoważna. A to chuje, ci kompozytorzy. Jak mawiają najstarsi Indianie: „Nie krytykuj tego, czego nie rozumiesz”. Zainteresowanie kinem arthous’owym wzrasta, co ma się nijak do wzrostu (kinowej!) świadomości jego odbiorcy. Takie czasy. Jednym ze skutków ubocznych promocji kultury przy pomocy mass mediów jest zainfekowanie jej produktami osobników, którzy dotąd tej dziedzinie nie poświęcali najmniejszej uwagi lub wręcz nią gardzili. Na co kulturze odbiorca wycinający kotki z gazet, nie wiem. Na co kulturze ortalionowi strażnicy bram? Być może chodzi o pieniądze. Brzmię jak apostoł elitaryzmu? Zapewniam, tu wyłącznie o zdrowy rozsądek się rozchodzi. Jasne, że się kulturze trochę grosza przyda, ale żeby tak kosztem własnego upodlenia? Potem się dziwić, że do teatru jeden z drugim przyszedł i gwiżdże.

Dziś kino wychodzi do widza, zamiast widz do kina.

I uwaga. Jestem widzem, a kino w postaci GutekFilm wyszło do mnie, zapraszając do udziału w europejskim projekcie Scope50. Oczywiście, po uprzednim odebraniu, wysłanego przeze mnie formularza zgłoszeniowego. To jeszcze nie ten czas, by mnie wzywano do mikrofonu, z fotela VIP na widowni. A więc, zgłoszenie wysłałem, zaproszenie otrzymałem. Tyle dobra, za darmo? Świetnie! Wchodzę w to. Radość była niemała, choć zapewne niewspółmierna do rangi wydarzenia, którym jest Scope50 (dziś, bo w przyszłości być może się to zmieni – fajnie tak być uczestnikiem awangardy, nie?). Ponad 800 zgłoszeń, a tylko 50 wybrańców przywdzieje szaty jurorów i obejrzy 10 europejskich filmów spod, wspomnianej wyżej, drażniącej lud, etykiety ambitne. Kolektyw miłośników kina, wspólnymi siłami wybierze jedno dzieło, które dystrybutor zobliguje się wprowadzić do kin, w tym roku. W ciemno. 

skandal

Czym sobie zasłużyłem na takie wyróżnienie?

Otóż odpowiedź jest prosta. Być może, to nie było jedyne kryterium wyboru uczestników, lecz czytając ów wpis, macie przed swoimi oczyma odpowiedź. Ten blog. Teraźniejszość zna lek na dokuczliwe rozterki i odpowiedź na wszystkie pytania. Hashtagi, dostępne bez recepty. Wpisałem #scope50 gdzie trzeba i wnet stało się jasne. Moimi kolegami z jurorskiej ławki są głównie twórcy treści, publikowanych w sieci na łamach blogów, vlogów i wszelkiej maści internetowych mediów. W tym osobnicy tacy jak: Dawid Adamek (autor bloga kontrasty.stronazen.pl, ojciec dyrektor noircafe.pl oraz współautor kanału sfilmowani). Sara Nowicka – Kino w zwolnionym tempie.  Katarzyna Wolanin – wolanin.wordpress.com. Jakub Dębski, znany w szerokim świecie jako Dem. Marta Ossowska – kulturożerca.blogspot.com. Emilia Koronka – po napisach końcowych. I wielu innych, których jeszcze nie zdążyłem poddać inwigilacji lub znakomicie się ukrywają. Co w tym złego? A czy ja narzekam? Wręcz przeciwnie, nie mam nic na przeciwko (że tak odpowiem filmowo). Nawiązując do pierwszych akapitów tego wpisu, zadałem sobie jednak pytanie, a potem jeszcze kilka.

Dlaczego nie ludzie kina? Dlaczego nie absolwenci szkół filmowych, zawodowi krytycy? Dlaczego jakiś Obarski ma decydować, nie Tomasz Raczek, nie Agnieszka Holland? Czemu nie sam dystrybutor? Dlaczego częściowo anonimowa grupa ludzi o nikłym zaufaniu społecznym ma wybrać film, który Ty i 38,5 miliona Polaków będzie mogło obejrzeć w swoim kinie?

Nie wiem. Mogę jedynie uspokoić malkontentów i zapewnić – dyskusja wewnątrz zamkniętej przestrzeni projektu Scope50 stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Zarówno merytorycznym jak i kulturalnym. Aż dziw bierze, że w internecie można rozmawiać o kinie w tak chlubny sposób. Bez agresji, dąsów, megalomanii, przytyków osobistych, dywagacji i kutasów. Bez obaw, mogło być znacznie gorzej.

Zaufaj nam ludu.

Doskonale rozumiem, że wybrano nas nie tylko w celu dokonania kinowej selekcji, ale i byśmy (nieobligatoryjnie) głosili dobrą nowinę. Głoszę więc. Alleluja. Zwłaszcza, że cenię sobie wkład Romana Gutka w poszerzanie horyzontów odbiorców kultury w Polsce i żadne zasłyszane gdzieniegdzie, nieprzychylne opinie o jego osobie mych płomiennych uczuć nie zmrożą. Nikt nie jest aniołem. Ja wczoraj nie ustąpiłem miejsca w tramwaju, ale za to piszę wyśmienitego bloga. I żeby już nie nadwyrężać Waszej cierpliwości…

9 pseudoartystycznych gniotów*, których prawdopodobnie nie obejrzysz** w polskim kinie***

* Filmów jest 10, ale jeden obejrzysz, to gwarantowane.

** Choć jak znam życie, połowa z nich i tak będzie dystrybuowana. Jest nadzieja.

*** Nagłówki-toplisty stały się celem ataków internetowych ironistów, zarzucających twórcom tego rodzaju treści, nadużywanie tanich chwytów. Bardzo z resztą słusznie. Krytyka zjawiska rozrosła się w pasie gargantuicznie i nawet jeśli oznajmię Wam, że i mi zdarza się wstawić obietnicę wyliczanek w nagłówkach wpisów, tylko i wyłącznie z powodów stricte ironicznych (!!!), to i tak nikt mi nie uwierzy.

 

free fall pafli 1. György Pálfi. „Szabadesés” (Free Fall lub Swobodne Opadanie) 2014.

György Pálfi za film „Szabadesés” zdobył trzy główne nagrody na zeszłorocznym festiwalu filmowym w Karlowych Varach. Reżyser „Taxidermii” i wyśmienitej „Czkawki”, sam o swojej sztuce mówi w te słowy: „My life is short. I don’t want to dedicate my life to political filmmaking. I think my responsibility is to make more universal, more human stories.” Co o jego filmach mówi ochotnicze pogotowie krytyki filmowej z filmwebu?

„co to ku**a było?”  

„Film pokazany na FPFF, żebyśmy się dowartościowali, że Węgrzy mają gorszą kinematografię”

„Trzeba być kompletnie popapranym żeby coś takiego w ogóle nakręcić!”

„Fascynujące jak patrzenie na własne skarpety podczas porannej toalety”

Kał przepuszczony przez wentylator i banda idiotów, którym się wydaje, że to coś znaczy.”

Żeby nie było, że się pastwię, a mój wywód jest tendencyjny. Nie można tak jednostronnie opisywać szerokiego przecież zjawiska. Zdarzają się również i pochlebne recenzje o charakterze refleksyjnym.

„napewno jest to film dosc dziwny wg mnie powoduje niesmak i tak ma byc chyba o to w tym filmie chodzi i ma on pewna glebie tylko nie podana na tacy a raczej chodzi chyba o to ze widz patrzy w lekkim szoku az w koncu mowi „fuj…”, „rany…” czy costam i zaczyna myslec”


 

still life pasolini

2. Uberto Pasolini. „Still Life”  2013.

Jak zapewniało jedno z anglojęzycznych czasopism filmowych (nazwy nie pomnę), „Still Life” to poruszające studium samotności i ludzkiej moralności, a rola Eddiego Marsana to jedna z jego najlepszych kreacji. Ale! Internet nie śpi.

„quasi-metafizyczny kicz”

„to ten co grał hobita chyba. tak to nie ogladam”


 

ich seh ich seh

3. Severin Fiala i Veronika Franz. „Ich Seh, Ich Seh” (Goodnight Mommy) 2014. 

Niekonwencjonalne misterium autorstwa austriackiego duetu, w tym wieloletniej współpracownicy Ulricha Seidla. Jej scenariusze do filmów „Dog Days” czy „Import/Export” spotkały się z ciepłym przyjęciem.

„Filmy austriackie sa najgorsze na swiecie”

„Zero treści, zero ważnych przekazów tylko irytujący bohaterowie i niesmaczne sceny.”

„Można człowieka pokazać od strony piękna ale i od srony odbytu. Oni wybrali to drugie….”


 

atlantic. ewijk4. Jan-Willem van Ewijk „Atlantic.” 2014.

Odkrycie Festiwalu Filmowego w Toronto. Opowieść o spełnianiu marzeń, poświęceniu i ofiarach jakie ze sobą owo spełnienie niesie. Mało kto widział, w związku z czym film ów uchronił się przed srogą krytyką ludu. Do czasu.


 

hippocrate movie

5. Thomas Lilti „Hippocrate” 2014.

„Hippocrate” to film, któremu również się jeszcze nie dostało, choć ma zadatki na wroga publicznego numero uno, traktuje bowiem o służbie zdrowia. NFZ nie dołożył ani złotówki.


 

the quiet roar

6. Henrik Hellström „The Quiet Roar” 2014.

Współtwórca i reżyser filmu „Burrowing” z 2009 roku, tym razem działał w pojedynkę. The Quiet Roar to sensualna medytacja nad ludzką duszą i umysłem. Nad przeszłymi wyborami i ich konsekwencjami. Film nie doczekał się jeszcze wielu recenzji w sieci, ale na podstawie lakonicznych opracowań traktujących o dotychczasowych poczynaniach Henrika Hellströma, możemy z powodzeniem wysnuć pewne wnioski.

„Ogólnie strata czasu, lepiej pójść na spacer do lasu.”

„Jeśli nie jesteś studentem filmoznawstwa, który cierpi na depresje jesienną omijaj szerokim łukiem.”


 

la sapienza

7. Eugène Green „La Sapienza” 2014.

Długo oczekiwane dzieło francuskiego reżysera, którego zachodnie media nazywają „tajemniczym”. Cokolwiek to znaczy, jestem bardzo zainteresowany tym dziwnym tworem. Internet póki co milczy, lecz to tylko cisza przed burzą gradową.


 

party girl film

8. Marie Amachoukeli-Barsacq, Claire Burger, Samuel Theis „Party Girl” 2014.

Film trójki młodych reżyserów, ale i (bez wątpienia) Angélique Litzenburger, której główną rolę doceniono już na licznych festiwalach filmowych. Główna nagroda Odessa IFF. Jeśli dane nam będzie go zobaczyć w Polsce, liczę na ogromne rozczarowanie widzów, wszakoż to nie jest kraj dla starych ludzi.


 

magical girl film

9. Carlos Vermut „Magical Girl” 2014.

Debiutancki film Carlosa Vermuta „Diamond Flash” stał się ponoć w Hiszpanii przedmiotem kultu. A my tu w Polsce nic o nim nie wiemy i na dodatek, mało mówi nam jego następca. I jeśli dane nam będzie zobaczyć w kinach najnowsze dzieło Vermuta, owa Magiczna Dziewczyna może być tytułem dość mylącym. Przykra niespodzianka czeka amatorów romansów i świata magii, tudzież fantastycznych stworów. Ja też byłem zdziwiony, że w „Psie Andaluzyjskim” brak psów. Ot co.


 

out of nature film

10. Ole Giæver „Mot Naturen” (Out of Nature) 2014.

Delikatny weltszmerc na łonie natury. Mamy do czynienia z dramatem o dość powszechnych wątpliwościach o zasadność i formę uczestnictwa w akcie istnienia. W tym przypadku skumulowanych w jednym żywocie. Można go nie lubić, na dodatek aktor/reżyser podejrzanie lubi się rozbierać. Poprzedni film Giævera również wzbudzał kontrowersje.

„Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem”


A więc Moi Drodzy. Co następuje:

Możecie włączyć się do dyskusji i wybrać 9, 5, 3, 2 pseudo artystyczne gnioty, których bardzo nie chcielibyście obejrzeć w kinie i napisać mi o tym w komentarzach, poniżej. Zachęcam! Możecie moje zachęty zignorować. Wszakoż, nie dość, że nic to nie zmieni to na dodatek (czy będą grane czy nie będą), nikt Was na siłę na widownię nie zaciągnie. Ale pamiętajcie. Udział w wyborach to Wasz patriotyczny obowiązek!

Do urn rodacy!

 

Ps.1.: Wszystkie cytaty krytyki pogardliwej odnaleźć można z łatwością na portalach Filmweb, Facebook, oraz jeszcze mniej profesjonalnych forach tematycznych. Nie stosowałem przypisów, bo byłbym się zasypał linkami, ale jak ktoś poprosi to podrzucę garść, dla uwiarygodnienia. Tak, to niestety jest prawda. Ale za to bawi.

Ps.2.: W trakcie pisania tego tekstu, uświadomiłem sobie, że jest ktoś, kto o wiele lepiej radzi sobie z kinową nienawiścią. Najpierw nieświadomie, później już nieco oświecony, inspirowałem się Najgorszymi Recenzjami Filmowymi. Będąc człowiekiem honoru, oddaję im pokłony.


TUKrytyka filmowa schodzi na psy i są to psy kulawe.
TU Krótka historia o tym, jak chciałem być dobrym obywatelem, ale mi nie wyszło.
TUTwitter. Zapraszam.