Jestem gdzie indziej. Obarski w pastylkach.

87W świetle niepisanych praw i prawd objawionych internetu, można by rzec, że ten blog umarł. W konwulsjach wije się niezgrabnie i kona, dokonując agonalnych obrzydliwości. Pragnę jednak zaprotestować. Zaprzeczyć i oznajmić: Nic bardziej mylnego. Być może ostatnie pół roku przyniosło więcej manifestów bytu (vide „5 powodów, dla których przestałem pisać bloga” lub „Dwa lata z Obarskim w sieci”) niżeli rzeczywistych jego objawów. Kajam się przed każdym, kto liczył na coś więcej, bom sam jest najsilniej rozczarowanym. Wspominałem, bodaj w odległym już 2014 roku, o kontemplacji na temat „przyszłości i formy swojego blogowania. Sprawa tyczy się przestrzeni, a raczej mnogości przestrzeni równoległych, w którym owo blogowanie ma zwyczaj się odbywać.” I niech będzie, że chciałbym tę butlę odkorkować, a temat rozwinąć.

Oczywiście. Wielokrotnie zastanawiałem się nad dezercją z pola wirtualnych bojów. By być zupełnie szczerym, myśl o exodusie od swoistych, internetowych zobowiązań (jak nowy post choćby) napawa mnie nieopisaną ekscytacją. Bo przecież mam wybór. Mogę to wszystko rzucić. Zakończyć. Ale jako człowiek odpowiedzialny, nie potrafię zwyczajnie złożyć broni. Zero we mnie waleczności, ni grama. Napędza mnie raczej pospolity upór, którym hojnie mnie obdarzono i gdybym mógł nim płacić w spożywczym co rano, kupił bym za niego bardzo dużo pieczywa. Dlatego właśnie powstaje ten post. Upór. Nie żebym się musiał specjalnie zmuszać, choć czasem potrzebuję butelki wina dla orzeźwienia i pokonania tremy. Jak i w tej chwili. Baronne z Południa Afryki. Bardzo dobre, polecam.

Młody, zdolny, ale przeklina.

Uparłem się, by pisać. Bo wiecie, jak już wspominałem wielokrotnie, jest to swego rodzaju terapia. Skoro nikt nie czyta naszych blogów, to tym bardziej nie powinniśmy się niczego wstydzić i bez uprzedzeń wywalać kawę na ławę. A więc dobrze. Wywalam. Zdolny ze mnie chłopak i robię wiele rzeczy. Tak wiele, że brak mi czasu. Tak zdolny, że nie wystarcza jedna przestrzeń do okrawania plastycznych materii. To jest główny powód, dla których Obszary nie widziały nowego wpisu od ponad miesiąca i plują krwią z Twojego ekranu, przy każdych odwiedzinach. Młody, zdolny, ale przeklina. Pierdolić skromność. Trzeba znać swoją wartość. I kiedy myślisz: Brak nowych wpisów? Obarski się skończył zanim się zaczął, Obszary umarły, cofam suba, nie dam lajka, amator. Ja cały swój zapał, wszystkie talenty i ten pieprzony upór wlewam do innego dzbanka, którego nie znasz. Jeszcze. Bo wpis ten różnić się ma od pozostałych manifestów blogowej egzystencji tym oto psikusem, że pozwolę Ci, kochany czytelniku, mieć Obarskiego na co dzień w swojej kieszeni, jeśli oczywiście jego wizje rzeczywistości przytulają się z Twoimi, a wasze stany świadomości klepią się wzajemnie po pleckach. Inaczej nic tu po Tobie. Chciałbym, żeby każdy czytający te słowa wiedział, że niema mnie na Obszarach, nie dlatego że dopadło mnie zimowa chandra i wyzbyłem się ostatnich, wypłowiałych chęci. Nie ma mnie tu, bo jestem gdzie indziej. I oto nadarza się niepowtarzalna okazja, by wybrać sobie pastylkę, wziąć wszystkie lub odejść z niczym. Gdzie indziej.

pies co chodzi i patrzy>>Pies, co chodzi i patrzy<<

Pies, co chodzi i patrzya w zasadzie od deszczu mokry pies, co chodzi i patrzy, to moje odwieczne, zwierzęce alter ego (tak jakby człowiek nie był zwierzęciem). I oto okazuje się, że rzeczywistość komentować można nie tylko słowami, a czasem obraz kryje w sobie więcej znaczeń niżeli zgrabny akapit. Pod tym, jak mniemam, ponurym adresem (instagram, założyłem i to się nawet nie wstydzę) odnajdziecie cudowny świat w odcieniach szarości, widziany szklanym okiem mojego pokiereszowanego smartfona. Codziennie. Chyba, że jakiś uroczy przedstawiciel ludzkiego gatunku postanowi podpierdolić mi telefon. CODZIENNIE. Cóż to jest jak nie blogowanie?


 

luminacje

>>Niedobrze – archiwum fotograficzne<<

Jako, że cenię sobie fotografię nieistotną, takową zajmuję się na co dzień, a przynajmniej kilka razy do roku. Choć prawdę powiedziawszy jest to fotografia nieistotna tylko wedle przyjętych norm i trendów. Osobiście uważam, że jest wyśmienita, choćby z tego powodu, iż znakomicie definiuje paradygmaty świata widziane z mojej perspektywy, człowieka łagodnie aspołecznego. Interesuje mnie to co nieinteresujące, a że nigdy nie opuściła mnie potrzeba dzielenia się z ludzkością swoim na nią spojrzeniem (mimo postępującej mizantropii), publikuję zdjęcia w sieci. Tu także jestem, kiedy mnie nie ma.


 

obarski z offu

>>Obarski z offu<<

Całkowicie prywatne zapiski ukryłem w sekretnej, internetowej rozpadlinie, do której dziś, w ramach spontanicznego ocieplania wizerunku, zapraszam wszystkich miłośników intelektualnego ekshibicjonizmu skąpanego w rozkosznych barwach, radujących ludzkie oko i duszę. W zasadzie nie potrafię uzasadnić istnienia tego bloga, ani jego istoty. Trupi twitter? Posępnie złote myśli? Wiem tylko, że musi istnieć, bym ja mógł istnieć. To prawdopodobnie jedyny publiczny blog w internecie, którego nie można śledzić, komentować czy wystawiać mu kciuków. Pełen oldschool. Zdecydowanie więcej zepsucia niż kultury. Dla równowagi.


 

obszary fejsbuk

>>Obszary na facebooku<< 

Portale społecznościowe darzę, mniej więcej, tak samo mięsistą pogardą, jak własne próby systematycznego prowadzenia na ich łamach niejakich fanpejdży. I tu wychodzi na jaw moja hipokryzja, którą jednak (występując przeciw sobie i we własnej obronie jednocześnie) wolę nazywać poświęceniem. Może nie męczennik, ale w końcu robię to dla kogoś innego niż ja sam. Swoją drogą, facebook dał nam wszystkim cudowną możliwość łechtania swojego małego, brzydkiego ego. Bo czyż to nie cudownie mieć fanów? Nie Moi Drodzy. Miło robi się dopiero, gdy nic nieznaczące dotąd cyfry zaczynają dawać głos. Choćby w tak błahej sprawie jak… gówno. Jak na powyższym obrazku. Facebook. Tu mnie znajdziesz kilka razy w miesiącu, a to dla mnie nie lada wyczyn.


 

Rejtanalien

>>Troll Kulturalny<<

Obecnie nie należę już do kolektywu Trolla Kulturalnego. Twór demaskujący moje powiązania z kulturą popularną (i sprawami społecznymi). Nie samym Kurosawą człowiek żyje. Od nadmiaru powagi dostaję wysypki. Bo mimo, iż wszyscy jesteśmy pochłonięci szwajcarską literaturą nowej fali, awangardową poezją kurdyjską i eksperymentalnym free jazzem z zachodniej Ugandy, każdy z nas wie kim jest człowiek nietoperz i gdzie w Europie płoną tęcze. Jakimś cudem ja również orientuję się w tym świecie i dodatkowo bawi mnie on niezmiernie, gdyż znany jestem raczej z niechęci do kultury mas, ludzkiej pompatyczności i głupoty. Jako prawa półkula projektu i dysgrafik komputerowy w jednym, polecam.


 

Zupełnie na koniec. Bonus.

ugly

Zamieszczony powyżej rysunek poglądowy przedstawia ledwie zarys dzieła, nad którym obecnie i najczęściej, w pół zgięty, marszczę brwi w skupieniu. Jest to najmłodsze dziecię. Wciąż w powijakach, wciąż wymagające podcierania pyska śliniakiem. Niestety, na tym etapie, nie mam jeszcze czego podlinkować. Niebawem ma się to zmienić. Poznajcie Gunthera i Klausa Üglych, czyli duet tworzący muzyczną grupę kosmiczną, The Ügly Playboys. Jest to pierwsza wzmianka w ziemskim internecie, jesteście więc świadkami narodzin historii. Praca wre. Pierwszy singiel zapowiadający debiutanckie wydawnictwo ujrzy światło dzienne, gdy tylko zakończy się postprodukcja wideoklipu. Niestety, należy uzbroić się w cierpliwość. Czemu? Za muzykę, wideo, animację, grafikę, fotografię, montaż, produkcję, reżyserię, choreografię, kostiumy… i wszystko inne odpowiedzialna jest jedna jedynie osoba. Młody i zdolny (ale przeklina) Obarski. To oznacza wiele Waszej i jego cierpliwości. Zwłaszcza, że Obarski w chwili obecnej jest gdzie indziej. 

Przyzwolenie na spam. Tego jeszcze nie było. Robisz coś fajnego? Daj linka. 


TU – Jestem bliski social mediowego harakiri.
TU – Facebook, zapraszam. Mimo iż nie cierpię.
TU – Twitter, zapraszam. Mimo iż nie umiem.