Romans sztuki z pornografią.

nacht (23)Porno. Zawsze chciałem użyć tego słowa w nagłówku wpisu. Wzmożona aktywność czytelnicza, jaką przewiduję, na łamach tego bloga, będzie potwierdzeniem reguły.

Strategie marketingowe spod znaku Sex Sells działają bez zarzutu. Przyjemnie tak sobie dzierżyć w dłoni jędrnego cycusia, w ramach promocji sztuki. Zdjęcia zamieszczone w tym wpisie przedstawiają muzealny katalog/przewodnik po Museum Nacht Amsterdam. Kampania Art Sells. Niektóre z owych fotografii, w postaci plakatów i banerów, zdobiły ulice miasta oraz holenderski internet, w celu przyciągnięcia uwagi miłośników sztuki (jak mniemam). Zdaję sobie sprawę, że Amsterdam leży około 1000 kilometrów od miejsca zamieszkania większości z Was i prawdopodobnie (dosadnie i kolokwialnie), gówno Was to w ogóle obchodzi. Nie mniej jednak, nie jest to odosobniony przypadek i może warto zadać sobie kilka pytań, zanim piekło nas wszystkich pochłonie.

Po ile ta sztuka?

Czy sztuka jest produktem? Jeśli już musimy błądzić w terminologii ekonomicznej… Sztuka nie jest produktem. Sztuka jest usługą.

Czy sztuka potrzebuje reklamy? Bzdurne wywody o tym, że dobra sztuka nie potrzebuje żadnej z form konsumenckiej agitacji, do mnie nie przemawiają. Jednakowoż, decyzje w kwestiach związanych z promocją dzieła pozostawiłbym jego twórcom. Nie twierdzę, że promocja jest niezbędna, ale jeżeli miałbym decydować, wolę reklamę dobrej sztuki niż sztuki złej, a Ty? Mniej radykalni przeciwnicy art marketingu uznają wyższość surowej informacji nad krzykliwym afiszem. Ale i tu się nasuwają pytania o słuszność rozumowania. Tak jakby surowa informacja nie była formą reklamy. Nie jest? Jest. Co z tego, że ascetyczną? Czy drzewo w przebraniu człowieka staje się bardziej ludzkie? Czy człowiek, który szczeka jest psem? Oczywiście, można w procesie kształtowania form promocji obrać kierunek wołający o pomstę do nieba. Można również strzałą z marketingowego łuku oberwać poniżej pasa. Dosłownie i w przenośni. Ale to już inna historia.

nacht (22)

Inna historia.

Przeglądając katalog Museum Nacht Amsterdam, rozważałem na ile skuteczna może być erotyczna przynęta, biorąc pod uwagę fakt, że zawartość tej kolorowej paczuszki z jako taką lubieżnością już nie ma za wiele wspólnego. Zaznaczyć należy: jestem dość liberalny w kwestii cielesności w przestrzeni publicznej, na tyle że można by mnie oskarżyć o obrzydliwy permisywizm i moralną degrengoladę. Pruderia to podła przypadłość cywilizacji wstydu. Penis, wagina, gówno, seks. Karmienie piersią. Czy aby na pewno, nic co ludzkie nie jest nam obce? Pruderia to taka fikuśna odmiana dehumanizacji. Wracając do meritum. Sztuka, reklama, nagość. Atrakcyjne kształty (wedle współczesnych kanonów piękna) anonimowych fotomodelek i fotomodeli w niedwuznacznych pozach promują wydarzenie kulturalne, nawiązując do, często obcesowych, strategii marketingowych. Czy to działa? Na wyobraźnię, niewątpliwie. Ale zdaje się, że nie trafia w odpowiednie jej obszary. Bo wiecie…

Jeszcze żadna erekcja nie doprowadziła mnie do kasy biletowej muzeum.

Nie pojąłem więc intencji twórców. Atrakcyjność sztuki drzemie w sferze zmysłów i intelektu, obrazowanie jej powabów za pomocą kopulującego negliżu nie jest może obrazoburcze (pamiętając, że sztuka porusza się i w tych rejonach), ale zdecydowanie nie jest trafione. Zamysł? Totalna abstrakcja, stricte nieartystyczna. A może sama kontrowersja stała się wystarczająco intratnym anonsem?

n824

Ile sztuki można sprzedać za pomocą rozwartych ud?

To, że seks w reklamie przynosi korzyści reklamodawcy, zdaje się nie być tajemnicą, choć zależność ta wciąż mnie zadziwia. Skuteczność kampanii opartych na strategiach epatujących ludzką, a więc moją i Twoją seksualnością, została już wielokrotnie potwierdzona choćby tym, że nie umarła śmiercią naturalną. Od wieków, nieustannie, wciąż i wciąż, próbuje się nam wmówić, że młynek do mielenia mięsa jest równie sexy co wymuskana, babilońska nierządnica, która dzierży go w swoich dłoniach, spoglądając zalotnie z miejskich bilboardów. I wiecie co jest najgorsze? Większość z nas się na to nabiera. Lubimy iluzje. Człowiek to prosta konstrukcja, napędzana instynktami. Nie oszukujmy się. Idiota. A więc sprzęt AGD jest sexy, lokaty są sexy. I kopiec kreta.

Czy sztuka jest równie sexy? Bardzo bym tego nie chciał. Sztuka to swoisty azyl, alternatywa, a bywa i odpowiedzią na rzeczywistość z jaką, chcąc nie chcąc, obcujemy na co dzień. Zdaje się być również ostatnim, nieskrępowanym medium eksponującym brzydotę. Brzydota, rzecz naturalna, a jakże niepojęty jej byt w świecie młynków do mięsa i wymuskanych nierządnic babilońskich. Zdarza się sztuce zawierać więcej prawdy niż zawierają prawdy nam objawione. Być może dlatego właśnie, jej afiszowanie znajduje rzeszę adwersarzy. Tak jakby prawdę próbowano eksponować przy pomocy kłamstwa. Tak jakby ostatni bastion padał, okręt tonął, a złowrogi Kraken zacierał macki. Tak jakby. Jedno jest pewne – nic nie jest pewne. I już zupełnie na dobranoc, mleczna zupa.

n826

GOT MILK?


TU – Kultura kultu. Ikony popkultury do utylizacji.
TU – Migawki z amsterdamskiej nocy muzeów.
TU – facebook.