Mistycyzm oświecony Anthonego McCalla. Solid Light Films.

light2Znowu jakaś marna hucpa – pomyślałem wchodząc do rozświetlonej sali ozdobionej ascetycznymi szkicami stożków i niedbałymi notatkami artysty, niejakiego Anthonego McCalla. Jego wystawa Solid Light Films przybiła do portu Amsterdam. Plakaty pięknie zdobiły ulice i choć nie byłem świadom z czym właściwie mieć będę do czynienia, to i tak postanowiłem wsiąść na zatłoczoną barkę, przebrnąć na północną część miasta i odwiedzić tamtejszą świątynię kultury, EYE. Nauczony doświadczeniem, że nie wszystko sztuka, co sztuką się zowie, wzruszyłem ramionami i (na przekór sobie samemu) rzuciłem okiem na brudnopisy w szkle. A bo to pierwszy raz dałem się nabrać?

Uznałem jednak, że to nie może być prawdą. Jeszcze tak nie było, by nieskomplikowana dokumentacja procesu twórczego artysty sama urosła do rangi dzieła godnego wydarzenia, o którym się trąbi na wszystkich trąbkach tego miasta. I nie myliłem się.  Dotarłem bowiem do całkowicie zaciemnionej sali. W sali owej, ustawiono projektory filmowe, które wyzwalały bardzo mocne, acz zbite (solidne?), nierozproszone światło, tworzące swego rodzaju świetliste stożki. Swój bieg przez mrok kończyły rysując wzory o zmiennych kształtach, na wewnętrznych ścianach przybytku. Ciemność wymusza ciszę. Z ukrytych głośników sączy się apatyczny, przeciągły szum. Z boku widok jest co najmniej interesujący. Prawdziwa magia zaczyna się wówczas, gdy wstąpisz wewnątrz świetlistego leju i poddasz się swoistej interakcji z dziełem Anthonego McCalla, o czym miałem się dopiero przekonać.

Solid Light Films jest mirażem trzech sztuk, opowiada sam artysta. Przede wszystkim film, bo choć to sztuka dziś wzięta i spłaszczona do cna, mało kto pamięta, że zrodziło ją światło. Po części intrygujący rysunek światłem właśnie. I coś, co może wydawać się zupełnie nieoczywiste, rzeźba. Oczywiście, mamy do czynienia z nie materią, widzimy wyraźnie jej kształty, ale próby doświadczenia jej fizyczności skazane są na niepowodzenie. I co ciekawe, niepowodzenie to, owocuje przedziwną satysfakcją. Istnieje jeszcze jeden przejaw nietuzinkowości maestrii McCalla. Widz nie jest widzem. Widz staje się uczestnikiem dzieła, a atmosfera towarzysząca jego percepcji i sama percepcja, ekscytują. Ekscytacja! – to nie jest jakaś licha hiperbola. Oniryczne wręcz doznanie, powiedziałbym (przy użyciu świetlistej terminologii): mistycyzm oświecony. Jakikolwiek odrealniony obraz maluje Twój umysł: światło na końcu tunelu, teatr cieni, światy równoległe, wędrówka przez limbo, fantazje na temat kosmicznej energii, objawienie pańskie, LSD, przemiany duchowe, lądowanie UFO, etc. Niechaj maluje dalej. W enigmatycznej pieczarze spędziłem prawie dwie godziny. Przywiozłem fotografii sztuk kilka, aby mi nikt nie zarzucał, że wszystko zmyśliłem. Milknę, gdyż jak się zdaje, zdjęcia te lepiej opowiadają historie.

light13

light17

light18

light5

light14

light7

light9

light20

light19

light16


TU – Bardzo zły film, Borgman. Anieli płaczą. Bóg umarł. Niebo się wali.
TU – Facebook. Zapraszam.