Swobodne refleksje nad dolą post-jazzu, po i w trakcie koncertów Get The Blessing oraz GoGo Penguin.

gtbPrzyznaję. Jako meloman stosunkowo młody, posiadam parę wiekowych uszu, za to spojrzenie na muzyczną materię świeże. A zmysły me nęcą awangardowe wodotryski i wszelkie dźwięczne novum. Znaczy to mniej więcej tyle, że pałam miłością niepojętą do korzeni, lecz to kwiaty noszę w butonierce. I taka Anglia na przykład (gdzie siąpi, kapie i pada) na zawsze pozostanie pewnym fenomenem, na łonie którego kwiaty owe rosną jak grzyby po deszczu. Mało, że rosną i kwitną sobie w najlepsze, to bywa, że szlaki przecierają potomnym, rytm wybijając do zbiorowego marszu. Było tak z inwazją angielskiego rocka lat ’60, było tak z triphopowym, bajronicznym obłędem, londyńską sceną muzyki elektronicznej czy schematycznym rockiem alternatywnym przełomu tysiąclecia (tudzież indie). Czy angielski post-jazz jest równie inspirujący, a jego muzyczne paradygmaty na tyle sugestywne, by zawojować jazzowe podwórko? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że morowo radzi sobie na ojczystej ziemi, a raz po raz wyskakuje z brytyjskich kaloszy, by w wielkim świecie zaprezentować swe ekstrawaganckie podejście do tradycji i niczym nieskrępowaną ekspresję. Pewnego pięknego, piątkowego wieczoru zawitał ów angielski post-jazz do amsterdamskiego Bimhuis. W postaci podwójnego przedstawicielstwa. Reprezentatywny, choć zgoła odmienny duet. Mowa o kolektywach Get The Blessing oraz GoGo Penguin, które to dały dwa koncerty, jeden po drugim, w ramach wydarzenia (mini festiwalu) UK Now! Get The Blessing to frakcja outsiderów, z powodzeniem unifikujących jazzowe inspiracje z pod znaku Ornette’a Colemana czy Pharaoha Sandersa z rockowym zacięciem i punk-psychodelią zanurzoną w pulsującej, transowej miksturze. Czyli wszystko co tygrysek Obarski lubi najbardziej. GoGo Penguin zaś, nie dane mi było wcześniej poznać, a zachęcony pochlebnymi recenzjami postanowiłem rzeczywistość tę niechybnie odmienić. Jak się miało okazać, niepotrzebnie.

 

Apostołowie dada jazzu

Zaczęło się więc. Od pierwszego, długo wybrzmiewającego dźwięku saksofonu, po ostatnie, zwalniające tempa, osamotnione oklaski publiki – był to wieczór pełen refleksji:

 

  • Wizerunek sceniczny Get The Blessing zasadniczo różni się od znanego mi wizerunku pozascenicznego. Gdyby nie zapowiedź konferansjera, nigdy bym się nie zorientował kim są Ci panowie nie owinięci w celofan.
  • A więc to poza, forma promocji. Żart, ukłon w stronę The Residents lub wszystkich innych wysublimowanych freaków sprzed dekad. Mutacja kraftwerkowej osobliwości. Aczkolwiek, ten enigmatyczny, absurdalny sznyt znakomicie oddaje ich byt muzyczny.
  • Paradoksalnie, z muzykologicznego punktu widzenia, post-jazz jest bardziej free niż niegdysiejszy free-jazz (ale za to mniej jazz). Wszystko z powodu plastycznej formy i sposobów emisji. Począwszy od instrumentarium i technik moderacji brzmień, przez absolutną swobodę twórczą, na wariantach parafrazowania oraz deformowania rysów klasycznych kończąc.
  • Teoretycznie, wszystko co post ma o tyle łatwiej, że posiadło przywilej nieograniczonego czerpania garściami z tego co pre-post. I to oczywiście objawia się w praktyce.
  • Post-jazz może być i jest poniekąd klamrą tak rozwartą, że właściwie należałoby zwać go post-muzyką.
  • Ze względu na rodzaj artystycznego nonkonformizmu, może i kontrmuzyką?
  • Zagubić się można w tym gatunkowym gąszczu pojęć. Do diabła z etykietami!
  • O swojej najświeższej płycie mawiają, że jest „kulminacją 4 dni nagrywania, 3 lat koncertowania i 12 lat pijania herbaty i ginu”. I muszę przyznać, to się czuje.
  • We współczesnej muzyce improwizowanej podnieca mnie fakt, że w przeciwieństwie do malarstwa, łącząc kolor żółty z niebieskim nigdy nie otrzymamy zieleni. Chyba że mamy brudny pędzel.
  • Niektórzy do malowania post-jazzu używają brudnych pędzli. Ale nie GTB. Nie londyński Polar Bear i nie część grup z kolektywu F-IRE. Anglicy! Psia ich mać.
  • Każda awangarda z biegiem czasu odchodzi do lamusa uśmiercona przez awangardę.
  • Szkoda, że ów bieg czasu taki prędki, kiedy dane konwencje wciąż jeszcze pełne potencjału.
  • Stu lat, post-jazzie!
  • Byłbym rad gdyby post-jazz kroczył drogą gatunkowych fuzji i kuriozalnych eksperymentów. Get The Blessing podążają tą drogą w swawolnych podskokach.

 

Keith Jarrett spotyka Kucyki Pony

gogopingwin

Na scenie pojawiło się bardzo młode trio GoGo Penguin. Niezwykle byłem rad, lecz entuzjazm wypalał się z każdą minutą i już jako popiół, został rozwiany podmuchami wytwarzanymi przez klaszczących szczęśliwców, którym występ najwyraźniej przypadł do gustu.

 

  • A więc stało się. Nadszedł już ten czas. Oto jestem człowiekiem starszym od muzyków stojących przede mną na scenie. O losie okrutny…
  • Potężna i interesująca sekcja rytmiczna. To co w niej rzeczywiście jazzowe, to (praktycznie) jedynie wybór instrumentów. Technicznie – perfekcja. Świetny kontrabas, choć nie obyło się bez zbędnych popisów.
  • Wow. Perkusista to żywy automat drumandbase’owy. Jasna sprawa, że starszy słuchacz będzie miał problem z przetrawieniem zmasowanego ataku uderzeń w werbel i hi-hat. W końcu przyszedł na jazz. Ja nie miałem nic na przeciw, ale z ekonomicznego punktu widzenia, taniej byłoby zabierać w trasę laptop, który nigdy nie upomni się o swoją gażę.
  • Keith Jarrett spotyka Kucyki Pony. (pomyślałem po pierwszych ckliwych i przygnębiających akordach pianisty)
  • Jednoręki Keith Jarrett spotyka wygłodzone Kucyki Pony. (pomyślałem po kolejnych)
  • Cholera, jestem pod wrażeniem. Tyle potencjału, zmarnowanego tuzinkowymi kompozycyjnie, fortepianowymi pejzażami.
  • Jednoręki Keith Jarrett spotyka wygłodzone Kucyki Pony i razem biegną przez mgłę. (dalej)
  • Mam nadzieję, że post-jazz tego nie słyszy i nigdy nie zawędruje w te rejony.
  • Jednoręki Keith Jarrett spotyka wygłodzone Kucyki Pony i razem biegną przez mgłę, marząc o Atlantydzie.
  • Post-jazzowa muzyka formacji GoGo Penguin jest zdecydowanie bardziej post niż jazz.
  • Post-jazzowa muzyka formacji GoGo Penguin jest zdecydowanie bardziej penguin niż gogo.
  • Ktoś kiedyś powiedział, że aby zrozumieć o czym opowiada muzyka instrumentalna, należy zamknąć oczy i pozwolić swojej wyobraźni wyklarować jej czysty obraz.
  • No to proszę:

 

Wyklarował się zaledwie po minucie i 44 sekundach. Wyśmienity dżingiel do prognozy pogody.

pogoda

P.S.: O Get The Blessing pisałem już dwukrotnie (TU i TU), o GoGo Penguin piszę ostatni raz.


TU – 11 dowodów na to, że muzyka funk nigdy nie umarła.
TU – facebook.