Chmurne melodie słonecznej metropolii. Muzyka turecka. Stambuł, relacja audio.

stambuł muzykaStambuł. Skąpane w promieniach bezwzględnego słońca i chłodnych falach Bosforu, miasto kuglarzy i blagierów. Siedlisko bezimiennych, kocich nędzarzy. W oparach czaju, w dymie tytoniu jabłkowego snuje się pieśń ludu odległej Anatolii. Przebija tumany miejskiego kurzu i okrzyki temperamentnych straganiarzy, by przepływając wąskimi uliczkami ścisłego centrum ostatecznie zakotwiczyć w zasięgu uszu, spragnionych tutejszych tradycji, melomanów. W cieniu sklepowej markizy, na skraju krawężnika przysiadłszy, uliczni muzykanci, za psi grosz, oddają w nasze ręce swoją opowieść. Gawędę zakodowaną na zawiłych pięcioliniach. A wszystko na oczach wszechobecnego Atatürka, spoglądającego z wyblakłych portretów, czarno-białych fotografii i banknotów. Oblicze przypominające na każdym kroku o tureckiej historii. O kulturze, o której tak mało wiemy lub nie rozumiemy wcale. Począwszy od tradycji świeckich na religijnych kończąc. Z muzycznego punktu widzenia, już samo nawoływanie wiernych do meczetów przez tutejszych muezinów jawi się jako piękna (egzotyczna, owszem) pieśń. Nić wyśpiewywanej treści Adhanu łączy wszystkie smukłe minarety wzniesione ponad miastem. Z dziesięciominutowym, nieświeckim madrygałem mamy do czynienia pięć razy dziennie. Raz pierwszy o godzinie piątej rano. Posłuchajcie.

Duet muezinów

Zdecydowanie za wcześnie na takie hałasy. Zwłaszcza jeśli okna Twojego pokoju hotelowego wychodzą wprost na obwieszoną megafonami wieżę pobliskiego meczetu. U osobników nie mających dotąd styczności z kulturą islamu, tego typu pobudka może wywołać niepokój. Osobiście byłem rad i wesół.

Tambura nocą

W licznych przejściach podziemnych, w okolicy mostu Galata napotkamy wieczornych instrumentalistów hipnotyzujących przechodniów grą na drewnianej tamburze i niepełnym uzębieniem.

Klarnet solo

Zaklinacze wyimaginowanych węży prężą się i wiją wraz ze swoimi klarnetami pomiędzy tabunami turystów okupującymi główny miejski deptak Istiklal Cd. I choćby nie wiem jak bardzo napinali swoje mięśnie twarzy, kształtując wdzięczne uśmiechy, grana przez nich muzyka zawiera pewną dozę goryczy i smutku.

Gitara i śpiew

Jedna z piękniejszych melodii (i zarazem najbardziej przyswajalnych dla zachodnioeuropejskiego słuchacza) jakie dane mi było usłyszeć w trakcie dziesięciodniowego pobytu w stolicy Turcji. Wykonany przez grupę młodocianych performerów utwór o walorach folkowo-ogniskowych, na długo zapadł mi w pamięć. Może to pieśń na modłę „Murów” Kaczmarskiego, może tradycyjna ballada o ludzkich dramatach, a może jedynie trywialna przyśpiewka zamarkowana nostalgicznym zawodzeniem. Nie wiem. Wiem tylko, że wielu przechodzących tubylców, zwalniało kroku i stanąwszy przed młodzieńcami odśpiewywało wraz z nimi wersy refrenu, w atmosferze intrygującego mnie (jako przybłędę) poczucia jedności.

Wysłużony flet solo

Podparty o ceglany mur zgarbiony jegomość, który ustnik czarodziejskiego fletu wsuwał w długą, siwą brodę i na miarę swoich starczych możliwości wypluwał z siebie bliskowschodnie nuty. Brzmi to o tyle niezdarnie, co i autentycznie.

Bębny

Duet bębnów (bas i solista) wzbudzały niebotyczne zainteresowanie gapiów. Nic dziwnego. Rytmy, których właśnie słuchacie, wybijał jak obłąkany, urokliwy sześciolatek.

Skrzypce i bongo

Bosi wagarowicze w wieku wczesnoszkolnym mają nosa do biznesu i już o poranku raczą przechodniów swoją muzyką. Gra na skrzypcach wychodzi im znacznie lepiej niż angielskie zwroty typu „pan wrzuci monetę”. Z bongo było nieco gorzej, ale cóż począć?

Buzuki i śpiew

Zostałem oczarowany muzyką osobliwego wąsacza, który w rodzaj chmurnego transu wprowadził mnie niskim tembrem głosu i grą na przepięknie zdobionym buzuki, zapożyczonym od Greków. Uwierzyłem mu w boleść, do której istnienia starał się mnie przekonać swoim występem i prawdopodobnie dlatego spędziłem w jego towarzystwie kilkadziesiąt minut.

Buzuki i śpiew, raz jeszcze

Jeśli kiedykolwiek zapragniesz dźwięcznego dziedzictwa kulturowego Turcji na własność, nie daj się zwieść sprzedawcom płyt o mentalności hochsztaplerskich kramarzy. Najgorszej jakości nagranie z ulicy będzie miało w sobie więcej prawdy niżeli kompilacja tradycyjnych pieśni w aranżacjach dla niewybrednego turysty z zachodu. Gdybyście jednak nie mieli nic przeciw muzyce Turkmenów na keyboard Casio, altówkę i relaksacyjne odgłosy orek w tle, polecam zakup płyty. Wiem, bo sam nabyłem takie cudo.

Klarnet solo, całkiem na koniec

Jakże to piękne i smutne. Jak bardzo szczęśliwy jestem – przywożąc ze sobą to, za czym tęskniłbym najmocniej – nie wie nikt.

P.S.: Jakiś faworyt z powyższego dziesięciopaku?


TU – Co to jest śpiew gardłowy i na co komu czar orientu?
TU – facebook.