Nie istnieje Wiliam Klein, nad tego właśnie Kleina Williama.

klein tokyo 61

A jeśli Bóg w istocie jest miłością? – pomyślałem przemierzając zatłoczone ulice Amsterdamu, europejskiej stolicy rozpusty. Wszakoż, niezmierzone miłosierdzie spadło na mnie z łomotem, nie raz a dwukrotnie tego samego dnia, objawiając się wpierw w postaci Francisa Bacona, a później Williama Kleina. Bacon, jak się okazało, miał być ledwie przystawką, bo rozwieszony w  De Nieuwe Kerk tryptyk ‘In Memory of George Dyer’ trudno nazwać wystawą zjawiskową. Kleinem, amsterdamskie Foam, obwieszono obficie, głównie czernią i bielą, jego chlebem powszednim, który dał nam dzisiaj i odpuścił nam nasze winy, jako i my…

W każdym razie, za całą tę miłość należało zapłacić. Bez wahania wymieniam bezwartościowe papierki i ciążące w kieszeniach krążki na wstęp do świątyń realnych wartości. Tych estetycznych i intelektualnych, na wskroś hedonistycznych zarazem. Bo kiedy wlepiam swe ślepia w fotografie Kleina, przemiłe ciepło mnie ogarnia i mam ochotę wydusić z siebie jak z maszynki do mielenia mięsa, tłustą masę mądrości, tyradę o kondycji człowieka i o tym, jak każdy z nas jest fascynujący, a jednocześnie wcale. Ostatecznie nic nie mówię i tylko obserwuję zawieszone w ciszy dzieła światłem malowane i aż dziw bierze, że kiedykolwiek można było zwać fotografię rzemiosłem, nie zaś sztuką.

Nie istnieje Wiliam Klein, nad tego właśnie Kleina Williama. I nie ma w tym nic dziwnego, że uznaje się go za jednego z najbardziej intrygujących fotografów w dziejach ludzkości, którą to przez ponad pół wieku nękał wycelowanym weń obiektywem, gotowym do oddania strzału. Ba. Padały całe serie, zachowane w perfekcyjnych proporcjach i kompozycjach decentralizowanych na trzech planach nie raz i nie dwa razy. Zastygłe świadectwa ludzkich bytów, które nie tylko opowiadają strzępek jakichś historii (niezwykłych i zwykłych) z przeszłości, ale i o przyszłość zdają się pytać, wydarzeń rozwój i ich naturalny koniec. Z zadowoleniem skrytym w uśmiechu i melancholią w sercu wyszedłem na deszczu strugi uprzednio zakupując roczny karnet na te cuda i dziwy w galerii Foam, licząc, że owe miłosierdzie nie raz jeszcze zagości w moim życiu. Tako rzekę ja, Bardzo Niewierny Tomasz. Amen.

William-Klein

klein moscow 1959

klein 1961

klein roma

kreskaTU – przeczytasz o Lee Friedlanderze, który to swego czasu również zawisł w Foam.
TU – facebook.