Najbardziej niedocenione 8 i pół minuty w historii rocka progresywnego

EPSON scanner Image

Jeśli King Crimson i Yes są przedstawicielami nurtu rocka progresywnego, to znany nam wszystkim doskonale Pink Floyd należałoby określić mianem progresywnego boysbandu. Bzdura – powiecie. Oczywiście, że bzdura i do tego wierutna. Nie czarujmy się jednak, utwory pokroju łzawego „Wish You Were Here” z rockiem progresywnym mają mniej więcej tyle wspólnego, co Jurij Gagarin z Operą Wiedeńską. Więc jeśli Twoją skromną płytotekę zasila ikonowa „The Dark Side of The Moon”, która blaskiem swej chwały deklasuje rywali oślepiając i tak krótkowzrocznych i rozleniwionych pseudo melomanów, to pamiętaj o jednym: „Fragile” grupy Yes powinna stać się drugą płytą w Twoim życiu, na którą wydasz swoje kieszonkowe.

Nie żebym gardził Watersem i spółką. Skądże znowu. Wielbię ich od kołyski. Chciałem jedynie zaznaczyć, że chwytliwe melodie są atrybutem muzyki pop, nie rocka progresywnego i warto to sobie wbić do makówki. Na czwartej płycie Yes, wydanej na rok przed bestselerową Ciemną Stroną Księżyca, przebojowego siedmiotaktowca, pokroju floydowskiego „Money”, nie znajdziecie. Próżno szukać też przyjemnie melancholijnych i wokalnie aksamitnych kompozycji a’la „On the Run” lub „Time”. Zapewniam jednak, że zawartość albumu „Fragile” bije na głowę talenty wizjonerów odpowiedzialnych za jego oprawę graficzną. No i jest jeszcze jedno. Najważniejsze. Płyta ta zawiera:

Najbardziej Niedocenione 8 i Pół Minuty W Historii Rocka Progresywnego

(i rocka w ogóle)

Dzieło świadczące o boskim podobieństwie gatunku ludzkiego. Kompozycję zawierającą prawdopodobnie jedną z najpiękniej kołyszących, mięsistych linii basu w historii muzyki niepoważnej (nazywanej rozrywkową dla odróżnienia od poważnej klasyki). Studium nieograniczonej, bezkompromisowej swobody artystycznej. Wokalne harmonie, pasaże gitarowych riffów, basowe pochody, akustyczne akcenty i wściekle wyjący melotron. Elaborat z muzyki progresywnej utrzymany w zmyślnie uporządkowanym chaosie. Piękno w czystej formie. Geniusz. I możesz psy na mnie wieszać bez końca. I możesz grozić mi linczem. TO jest rock progresywny, a nie jakieś tam „Another Brick In The Wall”.

A tak zupełnie na poważnie, chciałem Wam po prostu puścić piosenkę.

 

P.S. W ikonie wpisu (główna strona bloga) tułów Vincenta Gallo, który przybija ze mną piąteczkę.


TU – facebook.