Jestem bliski social mediowego harakiri

kompresja

Jestem już zmęczony życiem w epoce brutalnej cyfryzacji rzeczywistości. Odkrajaniem grubych plastrów siebie samego i spuszczaniem ich w kanał internetowych ekskrementów. Zmęczony odkrywaniem cudzej prywatności za cenę własnej. Skonwertowanej i wyeksportowanej do kilku grafik i plików tekstowych tożsamości. Handlem dobrami osobistymi, permanentnym ekshibicjonizmem głupawych lekkoduchów, radykalnych zapatrywań durni bez szkoły i po szkole. Dość mam kilkubitowych aforyzmów, linkowych dyskusji, hashtagowych poematów i codziennych notyfikacji wsypywanych do mej porannej kawy wraz z łyżeczką cukru, z którym to, notabene, mam trzech wspólnych znajomych. Z kawą zaś, ośmiu.

Aspołeczny użytkownik portali społecznościowych 

Jak bardzo absurdalnie brzmieć muszą te słowa zapisane na wirtualnej karcie papieru. W szczególności gdy osobnik je tutaj zostawiający powrócił właśnie z nonsensownych łowów, by zubożeć, bo przecież trudno o ubogacenie własnej osobowości stertą bzdur z wirtualnych świetlic miłości socjalnej. Czego my właściwie szukamy pomiędzy fotografiami Bogu ducha winnych brzdąców, którym pierwszy raz w życiu się ulało i ich matek, obwieszczających światu o zamiarach skonsumowania sushi? Statusy lokalnych pogodynek i nikogo nie interesujące wideoklipy nikogo nie interesujących, wystylizowanych pseudo pięknoduchów lub innych, złowrogich poetów blokowisk. Zdjęcie płodu, noga w gipsie, życiowe motto od internetowego guru, wideo przysiady, polityczne żale. Nareszcie piąteczek, znowu poniedziałek. Użytkownik poleca Top Ten Airplain Crashes. Użytkownik przetańczył 50 kilometrów z prędkością 14km/h. Użytkownik podpisał petycję „Foki głodują”. Użytkownik lubi swój status: „Szymborska nie żyje, masakra”. Użytkownik polubił stronę „Pocieszne żółwie wodne”. Pies Baltazar zaprasza Cię do grona znajomych…

chcę umrzeć

Jak wypisać się z Generacji On-line, kiedy jest się już w niej po uszy zanurzonym? Jak uwolnić się od terabajtów traconego czasu, kiedy nawet dentyści zachęcają do wystawiania kciuków na swoich profilach w zamian za oszałamiające zniżki na borowanie jedynek? Nie oszukujmy się, wszyscy taplamy się w tym błocie, jak wesołe świnki. Choć części z Was prawdopodobnie to nie przeszkadza, a pozostali i tak przegrali życie. Ja sam niegdyś pragnąłem odnaleźć „swoje miejsce w sieci”, dziś pragnę odnaleźć je poza nią, by za kilkadziesiąt lat nie okazać się encyklopedycznym przykładem przedstawiciela Generacji Game Over. Bo w moim przypadku wina leży po obydwu stronach. Absurd klasyczny. Ja wcale nie chcę wiedzieć gdzie właśnie wypijacie drinka, z kim jesteście w związku lub jak świetnie Wam w nowej fryzurze, a jednak klikam tę paskudną ikonę z „f” i po naście razy dziennie. Licząc na jakiś nieokreślony cud. Zbawienie?

Jeśli social media nie są dziełem szatana, to scroll w naszych myszkach jest nim bez wątpienia. 

menu

Doszło do tego, że dla wielu usunięcie konta na portalach społecznościowych to swoiste samobójstwo. Od jakiegoś czasu przymierzam się do odebrania sobie wirtualnego życia dla własnego dobra i świętego spokoju, dla zainwestowania wolnego czasu w realizację wszelakich projektów – także tych internetowych. Do tej pory, stopniowo zmniejszałem dopływ tlenu stosując sztukę głębokiego offu. Na nic się to zdało. Gangrena postępuje? Należy więc przystąpić do amputacji. Jeśli brzmi to jak spowiedź ofiary uzależnień XXI wieku, to znakomicie. W tej beznadziejnej sytuacji należy znaleźć perfekcyjne rozwiązanie, tak by zjeść ciastko i nadal być w jego posiadaniu. Jako administrator fan page’a Obszarów, którego prowadzenie przysparza mi więcej trudności niż pilotowanie śmigłowca, ani myślę o pozbywaniu się go. Zwłaszcza, że służy nie tyle mi, co osobom chętnym odbierać tę odrobinę kulturalnego spamu ze stronic mojego bloga. Technicznie nie jest możliwe prowadzenie fan page’a bloga, firmy lub wspomnianego wyżej cukru i kawy nie będąc w posiadaniu profilu prywatnego. Poddać się? Odpuścić samobójstwo? Czy w związku z tym, by sobie ulżyć w cierpieniach, powinienem wymordować absolutnie wszystkich swoich znajomych, rodzinę i śledzone strony? By nie zaprzątać sobie głowy kotletem zjedzonym przez Maćka. By Karolina nie prosiła mnie o przygarnięcie dziesięciu szczeniąt w miesiącu. By nie oglądać cudzych ślubów, rozwodów i pogrzebów, na które i tak nie otrzymałem zaproszenia. Czystka totalna? Armagedon? Czy oni zrozumieją? Czy uznają mnie za mizantropa? Czy to już hipokryzja? Pozostać nadawcą, a uciekać od roli odbiorcy?

mord

 

Aktualizacja. 06. 02.2014.

Zostałem zmuszony do udzielenia wywiadu pod groźbą upublicznienia moich brudnych sekretów. Jeśli uzbieram tysiąc lajków, wracam na portale społecznościowe.

TU

 

P.S. 1: Użytkownik Kajetan Obarski udostępnia pozdrowienia.

P.S. 2: Wyłącz komputer. Przeczytaj jakąś książkę, Durniu.

kreska

TU – znowu marudzę, tym razem na krytykę filmową.
TU  polub mnie na facebooku! (w związku z przesłaniem powyższego tekstu,wcale Ci tego nie polecam)