Tych muzeów nigdy nie będzie w Polsce | Noc Muzeów, Amsterdam 2013

noc muzeum

Nie żebym miał coś przeciwko. Nie żebym umniejszał polskim muzeom zasług w krzewieniu kultury i sztuki, ale tych muzeów nigdy nie będzie w Polsce. Z prostej przyczyny. Znajdują się w Amsterdamie. I nie jakieś tam sztampowe muzea substancji odurzających i wody ognistej, Hash Marihuana & Hemp Museum czy Vodka Museum, gdzie to niektórzy liczą na wieńczenie wernisaży tematycznym poczęstunkiem, lub już zawczasu rozgrzewają swe ciała i umysły, by dostojnie kroczyć po salach wypełniając ich przestrzenie skrytym chichotem. I nie jakieś tam Sex Museum będące mekką turystów uwieczniających swój pobyt w mieście rozpusty, na fotografiach, w objęciach z dwumetrowym, glinianym fallusem. My też już ponoć swoje mamy i obdarzono je nazwą subtelną i delikatną jak muśnięcie płatków róż, by nikomu żyłka w skroni nie pękła, że oto porno w świątyniach kultury nadają. Nie w tym rzecz. Nie o nich mowa.

Muzeum Powstania Warszawskiego w Amsterdamie…

nie istnieje, ale miasto to prócz sławnego/niesławnego miana królestwa perwersji i nierządu, pokrytego marihuanowymi cumulusami siedliska Szatana i przebrzydłych lewaków, ma o wiele więcej do zaoferowania. Tym ‚wiele więcej’ jest sztuka i kultura i jak się okazuje, kwitną one niczym bławatki na ugorze, a osoby za to odpowiedzialne weszły w posiadanie niebywałego życiowego uporu i namiętności jak Wojtek co został strażakiem. Dlatego będąc w stolicy Holandii nie wypada zapominać o muzeach, galeriach sztuki, otwartych pracowaniach i pozostałych art-lokali kuszących wachlarzem kulturalnych barw i odcieni. Odpowiednim momentem na łyknięcie choćby ich namiastki jest Museum N8 (nacht) będąca tutejszym odpowiednikiem dobrze nam znanych muzealnych imprez odbywających się co roku na polskich ziemiach.

"Family - Origin of the Beginning" Levi van Veluw @Arti Et Amicitiae

„Family – Origin of the Beginning” Levi van Veluw @Arti Et Amicitiae

Jak wygląda Noc Muzeów w Amsterdamie?

Ciemności spowijają miejskie pejzaże, a biorące udział w dorocznym święcie instytucje kulturalne otwierają swe bramy przed zniecierpliwionymi, głodnymi sztuki tłumami nocnych kreatur. Ale uwaga. Niektórych może zaboleć obowiązek uiszczenia (jednorazowej) opłaty w wysokości około 17 euro, czyli całkiem sporego stosiku polskich złotówek. Mimo wszystko zapewniam, że noc w muzeum to biznes po stokroć bardziej opłacalny od nocy w najtańszym nawet, przydrożnym motelu. A to ze względu na obfity repertuar tegoż wydarzenia. Począwszy od muzycznego performance’u VOCAALLAB w amsterdamskim kościele Oude Kerk zawładniętym librettem na cztery damskie głosy rozwiane pomiędzy kolumnami. Przez multimedialne wystawy historyczne i mariaże sztuki współczesnej z klasyczną w Amsterdam Museum. Po pokazy sztuki nienormatywnej i konceptualnej w Arti et Amicitiae.

"Oud-West, Thuis Best" - Arno Coenen @Amsterdam Museum

„Oud-West, Thuis Best” – Arno Coenen @Amsterdam Museum

Kolekcją astronomicznych rozmiarów kusił holenderski Luwr, czyli Rijks Museum. Odwiedzający zadeptywali się przed Domem Anny Frank, w którym to młoda Żydówka ukrywała się wraz z rodziną w czasie Holokaustu. Świątynia impresjonizmu Van Gogh Musem pękała w szwach, a przeludnione The Big Internet Museum resetowało serwery. W holenderskim centrum kultury i tradycji filmowych EYE odbył się koncert orkiestry symfonicznej Gelders Orkest oraz multimedialne projekcje przy użyciu intrygującej Mutual Wave Machine. Z rosyjską awangardą malarską i pracami Kazimira Malewicz zetknąć się mieli okazję goście galerii Stedelijk.

I jakby tego było mało światowej sławy fotograf, Lee Friedlander wylądował swoim dwuśladowcem na ścianach FOAM. Zapiski mego autorstwa na temat wystawy zatytułowanej „America by Car” znajdziecie TUTAJ. No i ta nieszczęsna seksualizacja dzieci na fotografiach belgijskiego duetu Memymom, w galerii De Brakke Grond. Wystawa, która wzbudza tyle zachwytu co kontrowersji i dobrze by było umieścić ją w naszych rodzimych galeriach. Dla treningu własnej tolerancji i rozpoczęcia dyskusji na tematy istotne. Amen.

"The Umbilical Vein" - Memymom @De B

„The Umbilical Vein” – Memymom @De Brakke Grond

Na deser widok niecodzienny rozprzestrzenia się przed oczami zebranych gości. Zadaszone patio pokryto 200m² papieru i rysownikami (technik wszelakich) tańczącymi pomiędzy unieruchomioną grupą nagich, ludzkich ciał. Teatr plastyczny rozpoczął swój spektakl… A czas nagli, bo nie sposób obejść pół setki przybytków sztuki w zaledwie jedną, krótką noc, która notabene kończy się dwie godziny po północy i należałoby nazwać ją celniej – „wieczorem muzeów”.

Wracając do fotografii i zarazem podsumowując opisane tu dobra. Ubolewam nad faktem, że wystawy pokroju tej Lee Friedlandera, Briana Duffy’ego, Diane Arbus czy choćby wspomnianego wcześniej duetu Memymom nie pojawiają się w naszym kraju, mimo swego wędrownego charakteru. A jeśli już mamy z nimi styczność to w ramach większych festiwali. Czyżby w pojedynkę nie miały szans przebicia? Czyżby zainteresowanie nimi w Polsce było nikłe? I dlaczego wydarzenia roku w jednym kraju mogą być codziennością w drugim? A przecież nikt w Polsce nie odbezpiecza rewolweru na hasło „kultura” i nie ostrzy kindżałów gdy mowa o sztuce. To gdzie jest ten pies pogrzebany? Kogo pytać i gdzie szukać odpowiedzi? Czy problemem są pieniądze? Brak kontaktów? Ignorancja?

Jaki jest powód?

kreskaTU – facebook.