Zło jest poezją, a śmierć pięknym rymem | „Palacz Zwłok”

spalovač mrtvol

Panie Kopfrkingl, tak się Panu ładnie oczy błyszczą, gdy wspomina Pan o oczyszczeniu dusz ulatujących w eter. O czcigodny poskromicielu ludzkiego cierpienia! Nie ma takich słów, które w Twych ustach nie brzmiałyby jak prawda objawiona. Chłonę ją oddając się w objęcia płomieni przemiany. Odprowadź mnie na próg swej świątyni. Bo przecież im prędzej człowiek obraca się w proch – jak rzecze Pana „książka o Tybecie” – tym prędzej staje się istnieniem wolnym i oświeconym.

Ten absurdalny pean kieruję do jedynego w swoim rodzaju Rudolfa Hrušínský’ego. Aktora odgrywającego rolę życia w filmie Juraja Herza – „Palacz Zwłok”. Tu zło jest poezją, a śmierć pięknym rymem. Pan Kopfrkingl to przykładny mąż i troskliwy ojciec. Miłośnik sztuki, muzyki Liszta, Dvořáka i kultury Tybetu. Na co dzień, Pan Kopfrkingl pali zwłoki, a swój fach wykonuje z niewiarygodnym entuzjazmem. Jeden tylko taki Kopfrkingl, który w płomieniach krematorium dostrzega zbawienie dusz, a sam zaś pragnie być ich przewodnikiem.

„Jest sobota i nic nie płonie w mojej świątyni śmierci”

Smuteczek. Nie oszukujmy się. To psychopata. Ale za to stylu nie można mu odmówić. I choć zdarzy się, że zagalopowawszy się przy rodzinnym stole, swą opowieścią zgorszy i pozbawi apetytu uczestników kolacji, nikt z bliskich nie zważa na nasilającą się delikatnie, niezdrową fascynację. Jedynie my stajemy się obserwatorami rozwoju zbłądzenia umysłu, a rozwój to nie byle jaki. Juraj Herz oplótł go bowiem oniryczną mgiełką, choć to nie marzenie senne a raczej kontrolowany koszmar. Płynne przejścia pomiędzy scenami pobudzają wyobraźnię i sprawiają, że momentami nie wiem czy mam do czynienia z eterycznym horrorem czy demonicznym poematem. Pan Kopfrkingl powala swoim dowcipem, choć ten w zasadzie nim nie jest. Absurdalność wypowiadanych z największą powagą kwestii dla zdrowego na umyśle widza zdaje się być całkiem figlarna.

„Nie ma żadnych kremacji, ale powinno się kremować w Święta, kiedy tak wiele dusz potrzebuje wyzwolenia. (…) Święta powinny obfitować również w zwłoki… Przynajmniej karp skorzystał.”

lllllllllllolllll

W szczerym uśmiechu Pana Kopfrkingla kryje się czort. Kremator, z jego istnienia prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, a przynajmniej nie do końca jest świadom tego na co go stać. „Palacz zwłok” to nie „Lista Schindlera”, ale motyw nazistowskich Niemiec się pojawia, historia ta bowiem toczy się tuż przed II wojną światową. Pan Kopfrkingl, w związku z poważnym wyborem jakiego musi dokonać, odczuwa niepewność, aczkolwiek skutecznie ją w sobie zwalcza. Czy krew ma czeską czy raczej niemiecką? Waha się. Wypadałoby nazwać owo starcie „stopniowym ukręcaniem karku”. Szczegóły pominę. Spojlery bardziej istotne niż, te które już popełniłem wszystko by zepsuły. Swoją drogą, cała ta sztuczka z wyznawcami swastyki zdaje się być mniej istotna od przemian zachodzących w nieprzeniknionym umyśle głównego bohatera. Oglądając „Palacza” zdacie sobie jednak sprawę, że opowieść nie została osadzona w tych właśnie ramach historycznych bez powodu.

„Bóg wiedział co mówi, gdy rzekł: Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”

Pan Kopfrkingl pochyla się nad trumną, ostatnim łożem swych podopiecznych, obdarowując ich czułym spojrzeniem lub użyczając grzebyk. Snuje swój plan, nieświadomy następstw ponurej fantazji. Wizja emancypacji cierpiętników i on, Charon XX wieku, święty, wybraniec. Świadkami absolutnego kuriozum stajemy się wysłuchując jego przemowy na tle „Ogródu Rozkoszy Ziemskich” Hieronima Boscha. Jest ona swoistym podaniem o przyjęcie do zakładu dla obłąkanych. Ach, co za film! Co za rola! Co za historia! Może i są pozbawieni piątej klepki, ale jednego szaleńcom odmówić nie można. Charakteru. Pan Kopfrkingl kłania się nisko na do widzenia.

P.S. Podziękowania dla pisarza Fuksa, za napisanie książki, którą tak pięknie, filmowo dopieścił reżyser Herz.

wisior


TU – uświęconym portretem bergmanowskiej kobiety palącej.