Monstrualne ślimaki Rolanda Topora i René Laloux

topor

Nic nie zachęca mnie bardziej do zagłębienia się w twórczość artysty od informacji o jego kilkuletnim pobycie w zakładzie psychiatrycznym. Nieistotny jest fakt, że René Laloux w przytułku dla obłąkanych funkcjonował jako pracownik, nie pacjent. Czyś ofiarą morderstwa czy jego świadkiem, w pewnym sensie i tak bierzesz w nim udział.

Jak Laloux z Toporem rozpoczęli współpracę nad „Les Escargots”

Tego niestety nie udało mi się odkryć. Wyobraźnia rysuje jednak mglisty obraz. Jest rok 1965. Wizualizuję sobie nadgryzioną zębem czasu winiarnię lub pub oblegany przez paryską bohemę, w którym debata pomiędzy miłośnikami Salvadora Dalí a znawcami sztuki René Magritte kończy się bójką na pięści i krzesła. Zęby niczym korale rozsypują się po drewnianej podłodze, lampy dyndają pod sufitem jak wisielec na wietrze. Ktoś po omacku i na czworaka szuka swoich binokli, w rogu sali długowłosi miłośnicy pokoju czytają cudze wiersze, próbując przekrzyczeć awanturników. Tuż przy barze, dwaj niewzruszeni wrzawą artyści popijają czerwone wino lub mocarny koniaczek, przerywając rozmowę kęsami mięsa dorodnych ślimaków po burgundzku. To oni. W oparach papierosowego dymu i fruwających kielichów, wsparty na łokciu Laluox przygląda się badawczo swojej kolacji. Po drugiej stronie stołu, Roland Topor przesuwa winniczka brzegiem talerza wydając z siebie odgłosy imitujące krwiożerczą bestię, atakującą liść sałaty…

Jeśli jesteś reżyserem i nosisz się z zamiarem nakręcenia surrealistycznej animacji, to warto mieć Topora za przyjaciela. Wiedział to Laloux i wykorzystał talenty kpiarza, którego twórczość artystyczną jako ilustratora i prozaika można opisać w zaledwie kilku słowach:

Śmierć, fekalia, kopulacja i upodlenie

A choć tematyka to ciekawa i człowiekowi bliska, to dziś damy jej spokój. Jest oczywiście śmierć w „Ślimakach”, bo śmierć jest zawsze i wszędzie, lecz prócz niej żaden ze składników toporowskiego czteropaku nie grzmi do nas z ekranu w jakiś szczególnie dobitny sposób. Seksu brak, ale goły poślad się pojawia i nikogo nie powinno to dziwić. Wszak Roland Topor bez nagiego zada jest jak Charles Bukowski bez butelki wina. Trochę się zagalopowałem i tym samym wywiodłem wszystkich w pole, bo „Les Escargots” to jedynie grzeczna historia o ślimakach, sałacie i magicznych właściwościach łez wieśniaka. Dopiero w okolicach połowy filmu mamy do czynienia z najwyższej jakości, ilustrowanym horrorem science fiction. Panika, śmierć i zniszczenie w bajecznym wydaniu. Muzyka Alaina Goraguera trzyma w napięciu tak bardzo, jak tylko to możliwe w produkcji będącej karykaturalnym nonsensem. W animowaniu „Ślimaków” wykorzystano technikę wycinankową, co oznacza, że realizacja krótkometrażowej opowieści pochłonęła połowę lasów Amazonii. Nie oszukujmy się, jest to kilka z najpiękniej zmarnowanych ton papieru w historii animowanego surrealizmu.


TU – facebook, zapraszam. Delikatnie.