Moja Patti Smith z dzieciństwa, zagrała dla mnie koncert

a

Na koncert Patti Smith wybrałem się z sentymentu. Na liście najbardziej wpływowych postaci mojego dzieciństwa plasuje się ona bowiem na jednej z pierwszych pozycji i sąsiaduje z Kinskim w roli Nosferatu oraz tęgą Panią listonosz o nad wyraz męskim głosie. Kasety magnetofonowe z jej muzyką spoczywały na mojej półce tuż obok Białego Albumu Beatlesów, „Kicking Against the Pricks” Nicka Cave’a czy wczesnych nagrań Dr. Johna. Pamiętam jak dziś. Miałem 6 lat i jeszcze wtedy nie wiedziałem, że wszystkich ich będzie mi dane zobaczyć na żywo. No, prawie wszystkich. Na Beatlesów się nie załapałem (ale znam kogoś, kto twierdzi, że był na koncercie Paula McCartneya). Może gdyby wtedy ktoś posadził mnie sobie na kolanach i oznajmił co niesie przyszłość, dziś nie miałbym w oczach łez, obserwując skaczącą jak małpka, podstarzałą już, rock’n’rollową szamankę, która spluwa na scenę.

A przecież to jest TA PANI z mojego dzieciństwa

Ta Pani z moich dawnych, pirackich kaset. To przy jej „Glorii”, 20 lat temu hasałem nad tapczanem z kartonową gitarą, wygrywając linię basu na wełnianych strunach. To przy jej „Rock N Roll Nigger” z kasety wideo, w przypływie młodzieńczego gniewu, postanowiłem pozbyć się wszystkich swoich pluszowych przyjaciół, dwudziestoma pchnięciami przez otwarte okno. Wodospad uśmiechniętych maskotek przeróżnej maści spływał z czwartego piętra wprost na zamgloną ulicę, kiedy my (sześciolatek z łatami w spodniach, w duecie z Patti Smith) – darliśmy się wniebogłosy „Baby, baby, baby was a rock-and-roll nigger!„.

Potem długo, długo nic

A dziś stoję tu przed jej intrygującym obliczem i uchylam się przed mokrym ręcznikiem rzuconym ze sceny. Chciałbym chociaż powiedzieć „Dziękuję! Przybyłem spłacić dług za przegrywanie Twoich płyt kolegom”, ale i tak nikt mnie nie usłyszy. Pozostaje mi tylko pomachać – licząc, że odczyta ukrytą wiadomość z ruchów mojej dłoni. I tak mi wstyd, że jeszcze wczoraj planowałem wyjść stąd wcześniej, by zdążyć na ostatni autobus. I tak mi nieswojo z myślą, że już za kilka chwil Pani Smith spakuje mikrofon, owinie szyję szalem i ruszy przypomnieć o sobie kolejnym Kajtkom w Rzymie i Kajtkom na Tajwanie…

Wszystko to uświadomiło mi, jak szybko płynie czas.

„Za nim się obejrzysz, jest już po wszystkim” – pomyślałem. I właśnie wtedy, Moja Patti zaśpiewała piękną pieśń o dodatkowym życiu, dodając mojej rozbitej duszy odrobinę otuchy. Posłuchajcie! (Niestety, okazuje się, że Holendrzy potrafią klaskać ‚na raz’)

Na zakończenie przedstawiam intro do wspomnianego już wcześniej „Rock N Roll Nigger”, w którym to Patti Smith oznajmia, że jestem przyszłością. Nagranie zawiera jedynie zwrotkę i pierwszy refren utworu. Gdybym udostępnił dalszą jego część, zaobserwowalibyście jak pełzam pomiędzy roztańczonymi kończynami widowni w poszukiwaniu swojego magicznego wszystkofonu. Nie jest to najciekawszy widok. Dla wytrwałych, po „Rock N Roll Nigger” proponuję odpalić sobie jeszcze jedną pieśń (tutaj) z koncertu w amsterdamskim Paradiso, który to na wieki pozostanie w mojej pamięci. Bez odbioru.


TU – facebook.