Ponoć „Ziemia jest wspaniała”, tako rzecze Roy Andersson

świat chwały roy andersson

Ponoć Ziemia jest wspaniała. Niestety. Już w pierwszej scenie piętnastominutowego dramatu Roya Anderssona odkrywamy, że szwedzki reżyser bezczelnie nas okłamał. Makabryczna, a zarazem absurdalna wizja masowej rzezi nie została nam jednak podana bez przyczyny. Jest rzeczą oczywistą, że mowa tu o Holokauście, czyli temacie, który skutecznie odstrasza znudzone rozgrzebywaniem przeszłości młode pokolenia. Tym razem nie mamy do czynienia z kolejną historią o zbrodniach nazistowskich Niemiec pod przywództwem małego, wąsatego psychopaty. Reżyser nie prawi nam morałów. Nie wzrusza patetyczną opowieścią o beznadziejnej walce dobra ze złem. Nie o sam akt bestialskiego ludobójstwa się tu rozchodzi, a o pasywność zebranych gapiów. „Ziemia jest wspaniała”  (rok 1991) to krytyczny cios wycelowany w szczękę szwedzkiej polityki neutralności z czasów II wojny światowej, wobec konfliktów i ludobójstwa. Neutralność, której utrzymanie było decyzją wygodną, podjętą w imię świętego spokoju, stała się swoistym przyzwoleniem na zbrodnie.

Czy można żyć w niezgodzie z własnym sumieniem?

Okazuje się, że można. Próbować. Przy pomocy statycznych ujęć, fotograficznej kompozycji oraz palety ponurych barw, reżyser dramatu obrazuje nam życie przeciętnego Szweda usiłującego funkcjonować na tej wspaniałej Ziemi, z dala od powracających duchów przeszłości i świadomości potwornej makabry.

Żyje mi się dobrze, to jest mój dom, to mój samochód i żona. W salonie oglądam telewizję.

Ale czy można udawać, że nic się nie stało? Na to pytanie, Roy Andersson zna oczywiście odpowiedź. Gdyby tak nie było „Härlig är jorden” (tytuł oryginalny) najpewniej nigdy by nie powstał. Reżyser nie pragnie jednak rozliczenia za grzechy z czasów Holokaustu lecz rozmowy na temat zbiorowej odpowiedzialności. Bo żeby zmierzać ku przyszłości warto pamiętać skąd przychodzimy.

 

P.S. Jest mi odrobinę wstyd, że umieszczam ten ponury wpis tuż obok notki przyozdobionej radosną, kolorową grafiką, ale tym razem zachowam się po szwedzku…


TU – facebook, zapraszam. Delikatnie.