Samsara – śmierć jest wiecznie żywa

a

Wywodzący się z buddyjskiej doktryny termin samsara (inaczej saṅsāra), to nieustanna wędrówka, cykl życia i śmierci, nie tylko w czysto biologicznym znaczeniu tych słów. Wierząc w waszą wrodzoną światłość umysłu, nie zamierzam dłużej rozwodzić się nad istotą tego pojęcia. Pragnę pokrótce opowiedzieć o filmie Rona Fricke, którego tytuł („Samsara”) nie został nadany bez powodu. Nie mogę zgodzić się zarówno z tymi, którzy hiperbolizują jej przekaz, jak i z osobnikami uznającymi „Samsarę” za dzieło płytkie, przeładowane mądrością, którą prawdopodobnie każdy już posiadł. Jako były uczeń Arystotelesa i wyznawca filozofii złotego środka, powiem wam jedno:

„Samsara” jest prawdą

Będę to powtarzał jak mantrę. Niezależnie od skrajności śmiałych interpretacji, młodsza siostra „Baraki” jest jedynie żywym obrazem świata, na którym przyszło nam wieść nasze życie. Nic prostszego. W kwestii estetyki „Samsarę” należałoby opisać w sposób równie nieskomplikowany. Wystarczy użyć jednego słowa. Piękno. Zdjęcia wprost olśniewają i nie pozwalają oderwać od siebie wzroku. Film utrzymany jest w konwencji dokumentu, bez słowa komentarza, ale za to z poruszającą, wzbudzającą niepokój muzyką Lisy Gerrard i owianej już legendą, grupy Dead Can Dance. Całość jest szalenie inspirującym poematem o nieustannie zataczanym kole przemian.”Samsara” nie odpowiada na żadne pytania, ani ich nie zadaje. Wszystko co zobaczysz to prawda, która nie wymaga komentarza.

 

Ileż w tym świecie piękna, ten tylko się dowie, kto zliczy jego okrucieństwa.”

                                                                                                Kajettanus, 319 p.n.e.

Jak zwykł mawiać Mark Twain: „Istnieją trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i zwiastuny filmowe.” Zgodnie z tą dharmą nie należy decydować się na film na podstawie jego trailera. Przyczyna jest oczywista. Zwiastuny są reklamą. Jak zapewne wiecie, reklamy nie służą do przedstawienia nam dzieła w sposób obiektywny, lecz do jego sprzedaży. W przypadku Samsary możecie być jednak spokojni. Podobnie jak sam film, jego zwiastun niczego nie udaje i nie próbuje nam udowodnić, że warto (no dobra, może z wyjątkiem opinii prasowych, ale to stało się już standardowym rozwiązaniem). Oglądaj i koniecznie wybierz się do kina, choć może być już na to za późno. Szkoda. Na dużym ekranie „Samsara” musi robić niesamowite wrażenie.

P.S. Zdecydowanie, polecam odpalić w wersji HD. Daj swojemu turbo łączu chwilę na załadowanie filmu. Cierpliwość popłaca.


TU – facebook.