Jak Salvador Dalí został Francuzem

sd

Dalí w Paryżu jest wszędzie.  Patrzy na Ciebie z ‚bilbordów’, z pocztówek, z wystaw sklepowych i murali. Przeszywa Cię wzrokiem gdy rozsuwasz zasłony w oknach paryskiego hotelu, smyra wąsikiem gdy wychodzisz z metra. Nie uwolnisz się od niego. Będzie Ci towarzyszył bezustannie, aż pomyślisz, że jest Francuzem. Salvador Dalí jest dla Francuzów tym kim dla nas był…. Olisadebe. (?)

Wędrując paryskimi ulicami bez głębszego sensu i konkretnego celu, oczom mym ukazał się nieprzeciętnie brzydki budynek, który po chwili rozpoznałem jako słynne Centrum Pompidou. Ten futuryzm z czterdziestką na karku nie robi już dziś na nikim wrażenia, a przynajmniej nie takie jakiego spodziewali się autorzy projektu. Nieistotne to jednak. Najważniejsze przecież jest to co masz w środku…

a tu niespodzianka. Dalí.

Wewnątrz Pompidou prezentuje się już nieco lepiej. Trzeba przyznać, wystawa zorganizowana w sposób kapitalny. W przestronnych salach rozwieszono ponad 90 prac Hiszpana. Pojawiły się nie tylko oklepane zegary, ale i nikomu nie znane wcześniej szkice. Były także fotografie, na białych ścianach wyświetlano filmy Salvadora, a w eterze rozbrzmiewał jego rozchichotany głos. Francuzi złapali mnie w swoje sidła. Hipnotyzująca atmosfera sprawiła, że przez te kilkadziesiąt minut przechadzałem się wewnątrz zwojów mózgowych surrealistycznego szaleńca. Gdzieś na tyłach prawej półkuli zamieszczono instalację pozwalającą na sfotografowanie siebie samego wewnątrz czegoś na kształt obrazu w krzywym zwierciadle. Czysty absurd. Stanowisko oblegane przez trzydziestu Chińczyków z pięćdziesięcioma aparatami fotograficznymi i jedną kamerą. Spojrzałem na swój falujący, sflaczały zegarek, przetarłem oczy i uciekłem z pomiędzy pulsujących ścian kory mózgowej. Śmiech ekscentryka z pędzlem w dłoni rozbrzmiewał w mojej głowie jeszcze dobre dwa dni, a rano, przed lustrem sprawdzałem, czy przypadkiem nie dorobiłem się fikuśnego wąsa. Wszystko w prządku. Rozsunąłem zasłony, Dalí zniknął, zastąpiła go reklama wesołych jogurtów z równie wesołymi kawałkami owoców.

Francuzi zrobili z S.D. drugą wieżę Eiffla, możesz go nawet kupić by dyndał sobie bezwładnie, przywiązany do pęku Twoich kluczy. Możesz go przypiąć na piersi, okleić lodówkę i użyć jako zakładki do książki. Możesz dosłownie wszystko. To jest dopiero zaginający rzeczywistość surrealizm. Poddaję się już. Dalí jest z Francji.


TU – facebook.